„Żeby być sobą, trzeba być kimś”


UWAGA!!!

Bardzo proszę nie umieszczać tego opowiadania na innych stronach internetowych bez mojej zgody!

Bardzo proszę stosować się do punktu 4 regulaminu: Nie spamujemy w komentarzach pod postem. Jeśli chcecie zareklamować swojego bloga, róbcie to, proszę, w odpowiednim miejscu („Księga Gości” - prawa kolumna).

Spam pod postami będzie natychmiast usuwany!

Proszę nie zamieszczać pod rozdziałami komentarzy o treści „kiedy następny rozdział?”, ponieważ będą one natychmiast usuwane!!!

Wszelkie informacje na temat nowych rozdziałów zamieszczam w odpowiednim miejscu („Kula profesor Trelawney” - prawa kolumna). Jeśli nie ma tam żadnych informacji, to znaczy, że sam nie wiem, kiedy dokładnie opublikuję kolejny post.

czwartek, 29 marca 2018

Miniaturka III


Witajcie! Zgodnie z obietnicą publikuję miniaturkę (już trzecią!) i liczę na to, że się Wam spodoba. Jest ona kontynuacją pierwszej miniaturki („Moment, który zmienił wszystko”), dlatego tym, którzy nie zapoznali się z jej treścią, sugeruję, by to zrobili. W przeciwnym razie niektóre sytuacje i wydarzenia mogą być dla Was niezrozumiałe.
Moi drodzy, chciałbym Was także poinformować, że mój blog został zgłoszony do głosowania na blog miesiąca katalogu Księga Baśni. W tym miejscu chciałbym podziękować osobie, która zgłosiła mnie do tego głosowania, ale także wszystkim tym, którzy niezmiennie odwiedzają mojego bloga i czytają moją historię. To dla Was jest ten blog i gdyby nie Wy i Wasze komentarze, nie wiem, czy dalej zajmowałbym się pisaniem. Tak więc DZIĘKUJĘ! A jeśli podoba Wam się to, co piszę i jak piszę, zachęcam do głosowania (głos można oddać do 29.04.18 r.). W prawej kolumnie znajdziecie sondę, a tutaj macie link do posta z listą pozostałych blogów, które również zostały zgłoszone.
 Na koniec chciałbym Wam jeszcze życzyć Wesołych Świąt, smacznego jajka i mokrego Śmigusa-dyngusa. Mam nadzieję, że przez tych kilka dni odpoczniecie i zregenerujecie siły, spędzicie miły czas w rodzinnej atmosferze i będziecie cały czas uśmiechnięci.

Beta: Seya (kłaniam się i całuję rączki!) 


Wszystko, co dobre, szybko się kończy
„Lepiej kochać i stracić miłość, niż nie kochać wcale” Beth Revis

Zaraz po śniadaniu Hermiona wymknęła się z kuchni i wróciła do swojego pokoju. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, rzuciła się na łóżko i przykryła głowę poduszką. Czuła się zażenowana i zawstydzona jak nigdy dotąd. Na samą myśl o zachowaniu bliźniaków i ich sugestywnych spojrzeniach miała ochotę uciec z Grimmauld Place i nigdy więcej się tu nie pokazywać. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nie miała pojęcia, co o całej tej sytuacji myślała pani Weasley. Sam fakt, że kobieta podczas posiłku ani razu na nią nie spojrzała, był co najmniej niepokojący.
Hermiona starała się być osobą, która nie przejmowała się tym, jak postrzegali ją obcy ludzie. Czasami miewała chwile słabości, przez co wszystkie krytyczne wypowiedzi skierowane pod jej adresem sprawiały, że czuła się naprawdę dotknięta. Na co dzień robiła jednak wszystko, by przymykać oczy na nieprzychylne komentarze i w ogóle nie zawracać sobie nimi głowy. Problem pojawiał się dopiero wtedy, gdy chodziło o opinie jej rodziny i przyjaciół - wówczas nie potrafiła udawać obojętnej i niczym niewzruszonej.
Warknęła pod nosem i ze złości uderzyła pięściami w materac. Miała w głowie istny mętlik; nie potrafiła zrozumieć, dlaczego zachowywała się tak, jakby wstydziła się nocy spędzonej z Harrym. Nawet teraz, kiedy była w pokoju sama i nikt nie przyglądał się jej z wymownym uśmieszkiem, czuła szczypanie policzków i była pewna, że jej twarz odcieniem przypomina burgund.
- Co ja robię?! - Zrzuciła z głowy poduszkę. - Harry na pewno nie zachowuje się tak irracjonalnie! - Uśmiechnęła się pod nosem, a na jej policzkach ponownie pojawiły się rumieńce.
Tym razem nie były one oznaką zawstydzenia, tylko nieopisanej euforii i ogromnego podniecenia. Wypowiedzenie na głos imienia Harry'ego doprowadziło do tego, że Hermiona wspomnieniami wróciła do ubiegłej nocy i... nadal nie mogła uwierzyć, że przestała być dziewicą i że to ona wykonała pierwszy krok. Kiedy myślała o swoich słowach, o odważnych i erotycznych ruchach, miała ochotę zapaść się pod ziemię, a jednocześnie powtórzyć wszystko w najbliższym czasie. Sama nie wiedziała, skąd wzięły się u niej takie potrzeby i dlaczego w tak nietypowy dla siebie sposób postanowiła pokazać Harry'emu, że przestała traktować go tylko jak swojego przyjaciela.
Godzinę później Hermiona niezmiennie ukrywała się w swojej sypialni, nadal leżała na łóżku i wciąż myślała o upojnej nocy, którą spędziła w ramionach Harry'ego. Przez ostatnie kilkanaście minut zdążyła co prawda zakodować sobie w głowie, że nie zrobiła niczego złego i nie miała powodów do wstydu, mimo to sytuacja ze śniadania wciąż nie dawała jej spokoju. Chcąc choć na chwilę zapomnieć o wszystkim, postanowiła udać się do biblioteki; liczyła, że stara i sprawdzona metoda ukoi jej nerwy, a przy okazji sprawi jej odrobinę przyjemności.
Zerwała się na równe nogi, wygładziła pogniecioną bluzkę i z wysoko uniesioną głową wyszła na korytarz. Starała się wyglądać i zachowywać jak osoba, która nie była niczym skrępowana, mimo to w duchu modliła się o to, by nie natknąć się na panią Weasley. Kobieta bez wątpienia była wspaniałą i wartościową osobą, pełną ciepła i miłości, ale odkrycie, którego dokonała rankiem, chyba niezbyt przypadło jej do gustu. Może była tylko skrępowana całą tą sytuacją, a może po prostu nie popierała tego, że Hermiona i Harry zaczęli ze sobą sypiać, choć żadne z nich nie skończyło jeszcze siedemnastu lat.
Niedługo później niezauważona przez nikogo Hermiona dotarła do biblioteki. Gdy weszła do środka i oparła się o zamknięte drzwi, poczuła ulgę i całkowicie zapomniała o pani Weasley i bliźniakach. Biblioteka była jej azylem, oazą spokoju, miejscem, gdzie liczyły się tylko i wyłącznie opasłe i zakurzone woluminy.
Gryfonka uśmiechnęła się pod nosem, a potem wzięła uspokajający oddech, podeszła do najbliższego regału i zdjęła z półki pierwszą lepszą książkę. Rozsiadła się wygodnie przy stojącym obok stoliku i od razu wzięła się za czytanie. Nie minęło jednak nawet kilka minut, gdy pokręciła z niedowierzaniem głową i odłożyła książkę na bok; pierwszy raz w życiu ona, Hermiona Granger, nie potrafiła skupić się na czytaniu.
Zamknęła oczy i po raz kolejny odtworzyła w myślach ostatnią noc. Wspomnienia pochłonęły ją do tego stopnia, że miała wrażenie, jakby Harry właśnie teraz całował i pieścił jej ciało. Prawdę powiedziawszy nie rozumiała, co się z nią działo, nie miała jednak czasu się nad tym zastanowić, bo usłyszała, że ktoś wszedł do biblioteki. W pierwszej chwili miała ochotę schować się gdzieś pomiędzy regałami z książkami, zanim jednak zrobiła choćby jeden krok, zdała sobie sprawę, że wystarczająco irracjonalnie się dzisiaj zachowywała. Odwróciła się więc tylko w stronę drzwi i kiedy zauważyła uśmiechniętego Harry'ego, od razu poczuła się lepiej.
- A więc to tutaj się schowałaś. - Ton głosu Harry'ego sprawił, że Hermiona poczuła dreszcze podekscytowania. - No cóż, nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony.
- Szukałeś mnie? - zapytała i niemal niezauważalnie się skrzywiła. Nawet w jej głowie to pytanie nie miało żadnego sensu.
- Obserwowałem cię cały ranek i domyśliłem się, że byłaś skrępowana. A ponieważ to ja się do tego przyczyniłem, postanowiłem dotrzymać ci towarzystwa i pomóc ci o wszystkim zapomnieć.
Hermiona przez chwilę milczała, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Jak na pierwszy raz to było naprawdę trudne - przyznała w końcu.
- Pierwszy raz? - Harry zrobił do przodu kilka kroków, a na jego ustach pojawił się sugestywny uśmieszek. - Czyli tych razy będzie więcej? - zapytał, cały czas zmniejszając dzielący ich dystans.
Hermiona oblała się delikatnym rumieńcem i spuściła głowę. Zdawała sobie sprawę, że Harry wiedział, o co tak naprawdę jej chodziło, a jego pytanie było tylko próbą wybadania tego, na jak wiele może sobie pozwolić.
- Ja... eee... a chciałbyś?
Harry złapał ją delikatnie za podbródek i uniósł jej głowę. Przez chwilę wpatrywał się w jej oczy, a potem niespodziewanie złożył na jej ustach krótki, lecz niezwykle zmysłowy pocałunek.
- Bardzo - szepnął jej do ucha, a potem uśmiechnął się szeroko i nieznacznie się od niej odsunął. - A ty? - Chciał mieć pewność, że to, co stało się w nocy nie było tylko jednorazowym wyskokiem. Nie robił czegoś takiego. Nie bawił się dziewczynami i ich uczuciami. Jeśli zdecydował się na poważny krok, to znaczyło, że chciał spróbować czegoś więcej.
- Ja też.
Harry cały się rozpromienił, a potem po raz kolejny ją pocałował. Hermiona poczuła się wyjątkowo. Przypomniało jej się, co czuła w klubie i dlaczego zdecydowała się na nocną eskapadę. Wiedziała, była wręcz pewna, że zaczęło w niej kiełkować prawdziwe uczucie do Harry'ego.
Po chwili Harry i Hermiona oderwali się od siebie, oboje zadowoleni i uśmiechnięci. Dziewczyna wtuliła się w klatkę piersiową bruneta, czując, że znowu zmiękły jej kolana. Nie rozumiała, dlaczego jej ciało reagowało tak gwałtownie, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie?
- Jest jednak pewien problem, dlatego uważam, że powinniśmy coś między sobą ustalić. Teraz. - Poważny ton Harry'ego sprawił, że Hermiona poczuła się niepewnie. Jej zdenerwowanie nasiliło się jeszcze bardziej, gdy chłopak wyswobodził się z jej objęć.
- Tak?
- Nie oszukujmy się, oboje wiemy, że to, co się wczoraj stało, było niezwykle spontaniczne. Bez wątpienia wspaniałe, ale jednak nieprzemyślane. Znamy się od kilku lat i naprawdę znaczysz dla mnie bardzo wiele, tyle że... nie mogę zagwarantować ci miłości. - Zamilkł na chwilę, zastanawiając się, w jaki sposób zwerbalizować swoje myśli. - Posłuchaj, bardzo podobała mi się ostatnia noc i chętnie bym ją powtórzył. Nie chcę cię jednak wykorzystywać, bo nie zależy mi tylko na seksie. Zrobię wszystko, by nam się udało, ale nie mogę ci obiecać, że zakocham się w tobie do szaleństwa i obdarzę cię bezgraniczną miłością. Jestem pewny, że od jakiegoś czasu coś do ciebie czuję, ale w tej chwili nie potrafię stwierdzić, jak silne jest to uczucie.
- Och, Harry... - Hermiona miała ochotę się roześmiać, ale wiedziała, że Harry mógłby ją opacznie zrozumieć. - Tym się nie przejmuj. Nie tylko ty masz w głowie mętlik i nie potrafisz zrozumieć swoich uczuć.
- I co my z tym zrobimy?
Nim Hermiona zdążyła odpowiedzieć, Harry po raz kolejny wpił się w jej usta. Włożył w ten pocałunek całego siebie i wszystkie swoje pragnienia. Spędzona z Hermioną noc uświadomiła mu, że w towarzystwie dziewczyny czuł się inaczej, niż mu się do tej pory wydawało. 
Od zawsze lubił patrzeć na Hermionę, gdy ta pochylała się nad książką albo pisała jakieś wypracowanie. Jej skupiona mina i sposób, w jaki marszczyła brwi, były tak wspaniałym widokiem, że od razu poprawiał mu się humor. Lubił także słuchać jej śmiechu. Ten czysty i niezwykle melodyjny dźwięk był rajem dla jego uszu, natomiast radosne iskierki w jej czekoladowych oczach sprawiały, że byłby gotowy zrobić wszystko, byle tylko móc wpatrywać się w nie jak najdłużej.
- Nie, poczekaj! - Hermiona przerwała ich pocałunek i tym samym sprowadziła Harry'ego na ziemię. - Nie tutaj.
- Przepraszam, trochę się zagalopowałem. - Wyciągnął ręce spod jej koszulki, nie wiedząc nawet kiedy te się tam znalazły.
- Nie przepraszaj. - Cmoknęła go szybko w usta, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że nie zrobił nic niestosownego. - Nie chcę, żeby ktoś nas nakrył i niewiadomo co sobie pomyślał. Wiem, że nie robimy nic złego, ale muszę się przyzwyczaić do tych dwuznacznych spojrzeń i sugestywnych uśmieszków.
- Jeśli chcesz, pogadam z bliźniakami i wytłumaczę im, że mają cię więcej nie zaczepiać.
Hermioną uśmiechnęła się z wdzięcznością, lecz równocześnie pokręciła głową.
- Nie, w końcu mają rację. No i nie tylko oni się tak zachowują. Poza tym nie chcę się czuć, jakbym miała powody do wstydu.
- Jasne, rozumiem. Ale wiesz co? Mam świetny pomysł - powiedział z nieskrywaną ekscytacją. - Chodźmy na spacer. Spędzimy ze sobą trochę czasu, no i będziemy mieli pewność, że nikt nam w niczym nie przeszkodzi.
- Świetnie! - Hermiona natychmiast podzieliła entuzjazm Harry'ego. - Daj mi tylko kilka minut - dodała i wybiegła z biblioteki, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.    
Harry uśmiechnął się pod nosem i pokręcił z niedowierzaniem głową. Usiadł na stoliku, nie mogąc uwierzyć, jak wiele ubiegła noc zmieniła w zachowaniu jego przyjaciółki... czy raczej dziewczyny.
Niespodziewane skrzypnięcie zawiasów w drzwiach sprawiło, że Harry ocknął się z zadumy. Będąc pewnym, że to Hermiona wróciła do biblioteki, zerwał się na równe nogi i już miał zapytać, czy coś się stało. Zanim jednak z jego ust wydostało się choćby jedno słowo, zauważył, że to nie szatynka stała w drzwiach.
- No dobra, Harry, musimy pogadać - zaczęła poważnie Ginny, choć uśmiech na jej twarzy sprawił, że nie brzmiała zbyt strasznie. - Co zrobiłeś Hermionie?
- To znaczy?
- Dlaczego wybiegła stąd taka podekscytowana?
- A jak myślisz? - Ginny spojrzała na niego z niezrozumieniem. - Spójrz na mnie. Gdybyś znalazła się na jej miejscu i miała okazję dotknąć takiego ciała, to chyba nie wybiegłabyś stąd z płaczem, co nie?
- Idiota! - parsknęła dziewczyna i dała mu sójkę w ramię. - Pytałam poważnie. - Usiadła na krześle, nie potrafiąc ukryć swojego zadowolenia. Harry nie wiedział, czym się tak ekscytowała.
- No cóż, nie mam pojęcia, o czym myślisz, ale zapewniam cię, że byliśmy grzeczni i nie robiliśmy nic niestosownego - powiedział.
Ginny udała rozczarowaną.
- Liczyłam na to, że rozbrykaliście się do tego stopnia, że postanowiliście już nawet zabawić się ze sobą w bibliotece.
- Nie zapominaj, że rozmawiamy o Hermionie. - Uśmiechnął się. - Ona nie zrobiłaby czegoś takiego.
- Jasne - parsknęła Ginny. - Nie poszłaby też do twojego pokoju i nie wskoczyłaby ci do łóżka.
- Masz rację, choć z drugiej strony w ogóle jej się nie dziwię. Gdybym mógł, to sam bym się ze sobą przespał.
Ginny ryknęła głośnym śmiechem.
- Masz o sobie wysokie mniemanie - powiedziała w końcu. - A tak na poważnie, to cieszę się, że jesteście razem. Bo jesteście, prawda?
- Tak myślę.
- To dobrze, naprawdę dobrze. Hermiona jest wspaniałą dziewczyną, dlatego cieszę się, że końcu znalazła sobie chłopaka. - Wstała z krzesła i podeszła do drzwi. - Cieszę się także, że to właśnie ty zakręciłeś jej w głowie.
- Kto by się tego spodziewał, co nie?
- Na pewno nie ja - zaśmiała się Ginny. - Dobra, wracam do siebie. Nie wiem, co planujecie, ale bawcie się dobrze. - Otworzyła drzwi i już miała wyjść na korytarz, gdy nagle spojrzała na Harry'ego poważnym wzrokiem i dodała: - Jesteś moim przyjacielem, ale jeśli kiedykolwiek doprowadzisz Hermionę do płaczu, obiecuję, że gorzko tego pożałujesz. - Zamilkła na chwilę. - Tylko tyle chciałam powiedzieć. - Uśmiechnęła się i nim Harry zdążył zareagować, zamknęła za sobą drzwi.  

* * *

Pół godziny później Harry i Hermiona przechadzali się ulicami Londynu. Przed wyjściem poinformowali panią Weasley o swoich planach, mimo że oboje zdawali sobie sprawę, że kobieta nie będzie z nich zadowolona. Na szczęście na Grimmauld Place przebywała wówczas Tonks, która postanowiła wstawić się za nimi i zaczęła nakłaniać kobietę do zmiany decyzji. Nie wiadomo, czy panią Weasley przekonały argumenty, że Harry i Hermiona byli nastolatkami, czy pojękiwania Ginny, żeby nie zachowywała się jak zgorzkniała stara panna, która nigdy nie chodziła na randki.
Bez względu na to, co ostatecznie wpłynęło na decyzję pani Weasley, dwójka Gryfonów mogła teraz bez przeszkód spacerować po mieście, zachowując się jak normalna para mugolskich nastolatków. Mimo że nie potrzebowali do szczęścia żadnych gestów, cały czas trzymali się za ręce. Po prostu chcieli utrzymywać ze sobą fizyczny kontakt.
Jakiś czas później trafili do parku, który znajdował się niedaleko Grimmauld Place. Początkowo spacerowali alejkami, przyglądając się innym ludziom i ciesząc się swoją obecnością. Kiedy robili drugie okrążenie wokół niewielkiej fontanny, na horyzoncie dostrzegli mężczyznę, który sprzedawał watę cukrową. Harry od razu zaciągnął tam Hermionę i kupił im ogromną porcję tego smakołyku.
Gdy zapłacił, ponownie złapał szatynkę za rękę i poprowadził ją w stronę pobliskiej ławki. Usiedli wtuleni w siebie i zajadali się watą. Oboje czuli się niezwykle szczęśliwi i marzyli o tym, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła. W tym momencie nie liczyło się dla nich nic innego. Nie mieli żadnych zmartwień, nie myśleli o tym, że byli czarodziejami i że w ich świecie trwała wojna, nie martwili się Voldemortem i tajemnicą jego nieśmiertelności.
Niedługo później, gdy po wacie cukrowej pozostał tylko patyczek, Harry wyrzucił go do kosza, a potem od razu wrócił do Hermiony. Siadając obok niej, złapał ją za rękę i nachylił się do kolejnego pocałunku. Kiedy ich wargi się spotkały, wydał cichy pomruk zadowolenia.
- Jesteś taka słodka. - Hermiona zachichotała. - Muszę częściej kupować ci watę cukrową.
Pocałowali się jeszcze raz, a gdy w końcu oderwali się od siebie, doszli do wniosku, że obejrzą jeszcze wystawy pobliskich sklepów, a potem wrócą do domu. Wstali z ławki i skierowali się w stronę najbliższego wyjścia.
Już prawie wyszli na ulicę, gdy nagle tchnięty jakimś impulsem Harry wziął Hermionę na ręce i pobiegł z nią na trawę. Ponieważ nie do końca wszystko widział, zaczepił o coś nogą i poleciał przed siebie. Razem z Hermioną przeturlał się po ziemi, a potem ryknął głośnym śmiechem. Szatynka przez chwilę była zdezorientowana, a potem zawtórowała mu w tym wybuchu radości. Podpełzła do niego na czworaka i położyła się obok niego, kładąc mu głowę na brzuchu.
- Harry?
- Hmm? - mruknął, leżąc z zamkniętymi oczami.
- Wiem, że jeszcze niedawno miałam mętlik w głowie, ale teraz... teraz jestem pewna, że cholernie mi na tobie zależy - powiedziała, czując, że Harry idealnie do niej pasował. - Obiecaj, że nigdy mnie nie opuścisz.
Harry niespiesznie rozchylił powieki, a potem delikatnie się uniósł i pocałował Hermionę w czoło.
- Obiecuję.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i ponownie się w niego wtuliła. Leżeli tak jeszcze przez jakiś czas.

* * *

Gdy zrobiło się późno, Harry i Hermiona postanowili wrócić do domu, odpuszczając sobie oglądanie wystaw sklepowych.
Z widoczną niechęcią podnieśli się z ziemi, otrzepali swoje ubrania i ruszyli w drogę powrotną. Mimo że milczeli, czuli rozpierającą ich serca radość. Oboje myśleli o swoim życiu i o tym, że gdyby nie przypadek, to prawdopodobnie nigdy nie uświadomiliby sobie, że w głębi duszy od dawna coś do siebie czuli.
Niedługo potem, gdy znajdowali się jakieś dziesięć minut drogi od Grimmauld Place, Hermiona nagle się zatrzymała. Harry spojrzał na nią zaskoczony i zobaczył na jej twarzy przerażenie.
- Co się stało?
- Albo mam paranoję, albo tam stoi ten chłopak i się na nas gapi.
- Ten chłopak? - Harry zmarszczył brwi. - Czyli jaki? - Hermiona nie odpowiedziała, dlatego oderwał wzrok od jej twarzy i popatrzył w miejsce, w które się wpatrywała.
Przez chwilę nie widział nikogo znajomego, w końcu jednak zdał sobie sprawę, że Hermiona nie miała omamów wzrokowych i w tłumie znajdujących się na ulicy ludzi dostrzegła kogoś, kogo oboje niedawno spotkali.
Niedaleko nich oparty o ścianę starego budynku stał chłopak, który podczas imprezy w klubie przystawiał się do Hermiony i z którym Harry się pobił. Mimo że dzieliła ich stosunkowo duża odległość, na twarzy chłopaka widniał złośliwy uśmieszek. Harry bardzo rzadko się bał, ale w tej chwili poczuł na plecach ciarki.
- Chodź - powiedział i przyciągnął do siebie Hermionę. - Miniemy go boczną uliczką.
 Hermiona nie zamierzała się sprzeciwiać, dlatego skinęła głową i dała mu się poprowadzić. Skręcili w lewo, licząc, że dzięki temu uda im się zgubić chłopaka. Szli w milczeniu, nadal trzymając się za ręce. Oboje tego potrzebowali, choć w tej chwili to Hermiona była kłębkiem nerwów.
Mieli właśnie skręcić w prawo i po chwili z powrotem znaleźć się na głównej ulicy, gdy usłyszeli za sobą czyjś śmiech. Odwrócili się i z niedowierzaniem zauważyli chłopaka, którego tak bardzo nie chcieli spotkać.
- No proszę, co za zbieg okoliczności.
- Czego chcesz? - Harry odruchowo stanął przed Hermioną i zasłonił ją swoim ciałem. Nie wiedział, czego spodziewać się po obcym, dlatego wolał dmuchać na zimne. - Dawno nie dostałeś od nikogo w mordę?
- Albo jesteś zbyt pewny siebie, albo po prostu głupi.
- Ani jedno, ani drugie.
- A może właśnie i jedno, i drugie? - odpowiedział chłopak, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas, który miał być chyba uśmiechem. - Naprawdę myślisz, że jeżeli raz udało ci się mnie uderzyć, to uda ci się to ponownie?
- Nie, nie myślę. Ja to wiem.
- Harry, daj spokój - szepnęła Hermiona, ciągnąc go za ramię. Czuła, że powinni jak najszybciej stąd zniknąć. - Nie prowokuj go.
Harry miał ochotę się spierać, ale doszedł do wniosku, że dziewczyna miała rację. Bez słowa odwrócił się na pięcie i pociągnął Hermionę w stronę najbliższego wyjścia na główną ulicę.
- Nie tak szybko! - Nieznajomy chłopak błyskawicznie ich dogonił i szarpnął Harry'ego za ramię. - Mamy rachunki do wyrównania - dodał, a potem wziął zamach i uderzył go w twarz.
Harry upadł na ziemię, a ponieważ dostał w szczękę i przygryzł sobie wargę, po brodzie spłynęła mu krew. Szybko podniósł się jednak z ziemi i nie zważając na drobną ranę, rzucił się na chłopaka. Zaczęli się szarpać.
Hermiona stała jak sparaliżowana, nie będąc w stanie zrobić nawet jednego kroku. Zaraz potem, gdy Harry ponownie dostał w twarz i po raz kolejny upadł na ziemię, myślała, że zemdleje. Poczuła się jeszcze gorzej, gdy znienawidzony brunet podszedł do niej i popatrzył na nią z lubieżnym uśmiechem na ustach.
- I co, maleńka? - Gdy chłopak dotknął jej policzka swoją olbrzymią dłonią, poczuła w gardle obrzydliwą żółć i ochotę na wymioty. - Gdybyś od razu mi się podporządkowała, to teraz nie miałabyś problemów.
- Nie dotykaj mnie!
- Mamy zadziorny charakterek, co? - zaśmiał się nieznajomy. - Nawet lepiej, bo lubię ostre laski. - Próbował złapać ją za pośladki, lecz tym razem Hermiona nie była bierna; w ostatniej chwili odsunęła na bok, a potem zdzieliła natręta po twarzy.
- Powiedziałam, żebyś mnie nie dotykał! - krzyknęła, drżąc ze zdenerwowania i strachu.
- Ty...! - Chłopak zacisnął zęby, złapał Hermionę za włosy i odchylił jej głowę do tyłu. Dziewczyna zaczęła się szarpać, jednak uchwyt nieznajomego był zbyt silny, by mogła cokolwiek zrobić. - Nigdy więcej tego nie rób! Rozumiesz?! - Niespodziewanie Hermiona usłyszała czyjś ryk. Uścisk na jej włosach zelżał, kątem oka zauważyła również, że to Harry interweniował.
Nieznajomy chłopak i Gryfon po raz kolejny zaczęli się szarpać. Hermiona usłyszała dźwięk rozdzieranego materiału, ale nie była w stanie stwierdzić, kto komu uszkodził ubranie. Zaraz potem w ogóle straciła chłopaków z oczu, bo Harry popchnął bruneta i razem z nim wylądował w stercie leżących obok kontenera śmieci.
Czas zdawał się stanąć w miejscu. Hermiona stała jak spetryfikowana i w duchu modliła się o to, by ten koszmar się już skończył. Chwilę później usłyszała czyjś jęk i zauważyła, jak nieznajomy brunet wygrzebał się spod sterty śmieci. Był cały we krwi, w ręce zaś trzymał błyszczący od czerwonej posoki nóż.
Hermiona zbladła. Miała złe przeczucia. Czując mdłości i ból w sercu, rozejrzała się wokół siebie. Zapomniała, że była czarodziejką. Złapała za leżący w pobliżu kamień i podbiegła do bruneta.
Chłopak uśmiechał się do siebie z zadowoleniem, nie mając pojęcia, że znalazł się w niebezpieczeństwie. Zaraz potem otrzymał potężny cios w skroń i padł na ziemię. Hermiona nie przejęła się jego stanem. Upadła na kolana i zaczęła odrzucać na bok stertę śmieci. Gdy chwilę później dokopała się do ciała Harry'ego, krzyknęła. Koszulka chłopaka była cała w strzępach, a jego brzuch wyglądał jak sitko. Wszędzie była krew. Dużo krwi.
- Harry! - Jedną rękę przycisnęła do najbardziej krwawiącej rany, drugą zaś wyciągnęła z kieszeni różdżkę. - Słyszysz mnie?!
Zaczęła rzucać zaklęcia, lecz Harry nie reagował. Na szczęście oddychał, więc Hermiona nie traciła nadziei. Przestała na chwilę leczyć jego rany i wysłała na Grimmauld Place patronusa z prośbą o pomoc.
- Harry!
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że po jej policzkach płynęły łzy.
- Harry!
Uleczywszy wszystkie rany, położyła sobie głowę chłopaka na kolanach i uspokajająco głaskała go po włosach.
- Harry! - krzyknęła po raz trzeci, lecz Harry nie odzyskał już przytomności i nigdy więcej nie spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami.

* * *

Gdy kilka dni później cała czarodziejska społeczność pogrążyła się w żałobie, Hermiona pojawiła się w Dolinie Godryka i stanęła nad grobem Harry'ego. Położyła na nagrobku czerwone chryzantemy i ze łzami w oczach powiedziała:
- Obiecałeś, że nigdy mnie nie zostawisz...