„Żeby być sobą, trzeba być kimś”


UWAGA!!!

Bardzo proszę nie umieszczać tego opowiadania na innych stronach internetowych bez mojej zgody!

Bardzo proszę stosować się do punktu 4 regulaminu: Nie spamujemy w komentarzach pod postem. Jeśli chcecie zareklamować swojego bloga, róbcie to, proszę, w odpowiednim miejscu („Księga Gości” - prawa kolumna).

Spam pod postami będzie natychmiast usuwany!

UWAGA!!! Jeśli ktoś chciałby być powiadamiany o nowych notkach, niech zostawi swój adres e-mail w „Księdze Gości”.

sobota, 20 stycznia 2018

ROZDZIAŁ XXVIII


Moi drodzy, naprawdę szczerze przepraszam Was za to, że kolejny rozdział publikuję dopiero dzisiaj. W ostatnim czasie, nie wiem dlaczego, moja skrzynka pocztowa została zablokowana i nie mogłem sprawdzić, czy ostateczna wersja rozdziału, którą wysłałem becie, została w pełni zaakceptowana. Ponieważ odzyskałem dostęp do maila dopiero wtedy, gdy musiałem napisać pracę zaliczeniową i przygotować się do czterech zaliczeń, nie miałem ani siły, ani czasu, żeby robić to, na co naprawdę miałem ochotę. Tak więc przepraszam i jeszcze raz proszę o wybaczenie!

Beta: Seya (kłaniam się i całuję rączki!)

 ~ ~ ~ 

Minęła godzina odkąd Mike, Draco i reszta Ślizgonów wyszli z Pokoju Życzeń. Na początku Harry nawet się cieszył, że został z Emmą sam na sam, teraz jednak nie odczuwał już takiego entuzjazmu. Bał się, że Malfoy spotkał w drodze powrotnej któregoś z nauczycieli, wpadł w tarapaty i dlatego wciąż się nie pojawił.
Spojrzał na Emmę. Dziewczyna cały czas tańczyła i tylko od czasu do czasu wracała do stolika, żeby napić się whisky. Nie przejmowała się tym, że Gryfon był jej jedynym towarzyszem. Zachowywała się tak, jakby pierwszy raz miała okazję naprawdę zaszaleć.
Harry zerknął na drzwi; nie łudził się, że Draco jeszcze się pojawi. Ponieważ zrobiło się  późno, postanowił wrócić do wieży. Bez względu na to, dlaczego przyjaciel nie wrócił do Pokoju Życzeń, miał zamiar zrobić mu awanturę. Cichy głosik w głowie podpowiadał mu, że padł ofiarą jakiejś intrygi. Nie wiedział, skąd wzięła się ta myśl, ale czuł, że mogło w niej być ziarenko prawdy.
- Emmo, chodź tutaj - zawołał, próbując przekrzyczeć muzykę.
Dziewczyna początkowo nie zareagowała. Po chwili jednak uśmiechnęła się szeroko i podeszła do niego, domyślając się, że ten czegoś od niej chciał.
- O co chodzi?
- Myślę, że powinniśmy wrócić do swoich pokojów wspólnych.
- Co? - Uśmiech zniknął z jej twarzy. - Dlaczego?
- Draco przepadł jak kamień w wodę, jest późno, a jutro zaczynają się lekcje.
Emma milczała. Sięgnęła po szklankę z whisky, wzięła niewielki łyk i dopiero potem powiedziała:
- Ja jeszcze zostanę.
Harry spojrzał na nią z zakłopotaniem.
- Sama?
- A dlaczego nie? Nie widzę problemu.
Harry chciał coś powiedzieć, lecz szybko się rozmyślił. Nie chciało mu się spierać z Emmą.
- Okej, jak chcesz. - Powoli podniósł się z fotela. - W każdym razie ja już idę.
Mimo że od jakiegoś czasu nie tknął whisky, wciąż był pijany i nie tak łatwo było mu zachować równowagę. Chwiejnym krokiem ruszył w stronę drzwi, zanim jednak nacisnął klamkę, usłyszał:
- Harry...
Odwrócił się i zobaczył, że Emma siedziała na podłodze. Kolana podciągnęła pod brodę i objęła je rękami. Wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała się, żeby nie zacząć się kołysać.
Podszedł do niej, uklęknął na podłodze i zapytał:
- Co jest? Niedobrze ci?
- Nie idziesz przeze mnie, prawda?
Harry'ego zamurowało. Nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego, dlatego nie wiedział, jak powinien się zachować. W głowie pojawiły mu się tysiące myśli, ale wszystkie były tak irracjonalne, że poczuł się jeszcze bardziej zdezorientowany.
- Nie, jasne, że nie - odpowiedział. Miał nadzieję, że dziewczyna nie robiła sobie z niego jakichś głupich żartów. 
- To dobrze. - Podniosła głowę. Początkowo jej wzrok błądził po pomieszczeniu, lecz w końcu zatrzymał się na nim. - Bałam się, że to przeze mnie.
- Przestań bredzić.
- Mówię poważnie!
- Jesteś pijana i gadasz głupoty.
Emma zaśmiała się.
- No dobra, może trochę przesadziłam z piciem.
- Trochę?
- Przestań zrzędzić. Mógłbyś jednak... - zamilkła i nerwowo przygryzła wargę. Jeszcze chwilę utrzymywała kontakt wzrokowy, a potem nagle odwróciła się, czując jak pieką ją policzki.
Zapadła głucha cisza. Harry jej nie przerywał. Nie bardzo rozumiał, co się wokół niego działo. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że zainteresowały go rumieńce na twarzy dziewczyny. Rzadko kiedy miał okazję oglądać zawstydzonego Ślizgona. Było to tak niespotykane, że na usta cisnął mu się milion pytań. Nie zadał jednak żadnego z nich.
- Skoro już wiesz, że to nie przez ciebie, to mogę sobie pójść? - zapytał.
- Myślałam, że zostaniesz ze mną do rana - odpowiedziała niemal bezgłośnie.
Uśmiechnęła się niepewnie, a potem niespodziewanie złapała go za koszulę i przyciągnęła do siebie, łącząc ich usta w pocałunku.
Harry zamarł, choć nie był to pierwszy raz, kiedy jakaś dziewczyna pocałowała go z zaskoczenia. Mimo to teraz było inaczej niż z Parvati czy Cho. Czuł to, choć nie miał pojęcia, skąd wzięło się to przekonanie. Emma mu się podobała, a fakt, że nie znali się zbyt dobrze sprawiał, że jego ciało drgało z ekscytacji. Z jednej strony chciał, aby ta chwila trwała wiecznie, a z drugiej zwyczajnie się bał.
Przerwał pocałunek. Emma miała jednak inne plany. Popchnęła go na kanapę, a potem bez skrępowania usiadła mu na kolanach. Zaczęła całować go po szyi, a on powoli ulegał. Poczuł, jak włoski na ramionach stanęły mu dęba, a całe ciało przeszywały dreszcze podniecenia zmieszanego ze strachem.
Chwilę później wszystkie myśli wyparowały mu z głowy, kiedy tylko poczuł rękę Emmy na swoim brzuchu. Nigdy jeszcze nikt nie dotykał go w taki sposób. Każdy skrawek jego skóry zdawał się płonąć, przez co pragnął kolejnych doznań, jeszcze bardziej intensywnych.  
Nagle Ślizgonka zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Złapał ją za rękę, chcąc się upewnić, że wiedziała, co robi. 
- Jesteś pewna?
- Jak nigdy w życiu.
Zobaczył szczerość w jej spojrzeniu. A może tylko ją sobie wyobraził, bo sam tak bardzo tego pragnął?
Przejął inicjatywę. Powoli się rozebrał, a potem przewrócił Emmę na plecy i pomógł jej pozbyć się koszuli. Nachylił się i zaczął całować każdy kawałek jej odsłoniętego ciała. Zaraz potem rozpiął jej stanik i odrzucił go na bok. Przyjrzał się jej jędrnym piersiom, mimowolnie się uśmiechając.
 Owładnięty pragnieniem sprawienia przyjemności dziewczynie, pozbył się reszty ubrań, by zanurzyć się w zupełnie nowych doznaniach.

* * *

Harry otworzył oczy. Nie wiedział, która była godzina, ale sądząc po tym, jak fatalnie się czuł, nie wątpił, że spał krótko. Znowu bolała go głowa, dlatego postanowił jeszcze nie wstawać, licząc na to, że chwila odpoczynku pomoże mu pozbyć się niechcianej dolegliwości.
Przez chwilę wpatrywał się w sufit. Skupiał się na tym, żeby zwalczyć narastające pragnienie, aż nagle zauważył, że otaczające go kolory nie zgadzały się z barwami w jego sypialni. Poczuł zdezorientowanie. Choć nie pamiętał powrotu do wieży, był przekonany, że to właśnie w niej się znajdował. Próbował coś sobie przypomnieć, lecz nie było to takie proste. Niektóre wspomnienia były zamazane, przez co nie potrafił stwierdzić, co dokładnie się wydarzyło.
Przetarł oczy i ponownie spojrzał w sufit. Nic się nie zmieniło. Powstrzymał ziewnięcie, a potem wziął głęboki oddech. Poczuł unoszący się w powietrzu zapach Ognistej Whisky. Miał ochotę się zaśmiać. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się usnąć poza własnym pokojem, bo albo nie pijał alkoholu, albo Mike dbał o to, by zawsze trafił do swojego łóżka.
Nagle usłyszał czyjś jęk. Popatrzył w dół. Widząc burzę ciemnych włosów, przeraził się. Boże, znowu?! Nieznajoma osoba przekręciła się, dzięki czemu mógł przyjrzeć się jej twarzy. Na Merlina, co Emma tu robi!? Zamknął oczy, próbując przypomnieć sobie przebieg wczorajszej imprezy.  
Choć naprawdę się starał, przebłyski wspomnień pozostały tylko przebłyskami. Był w rozsypce i nie wiedział co robić. Jego pierwszą myślą była ucieczka. Uniósł przykrycie i kiedy zorientował się, że jest nagi, zrezygnował z tego pomysłu. Gdy uświadomił sobie, że utrata dziewictwa najprawdopodobniej nie była tylko snem, zrobiło mu się głupio. Miał ochotę się zaśmiać; nie był już prawiczkiem, a nawet nie pamiętał swojego pierwszego razu.
Schował twarz w dłoniach. Chciał krzyczeć. Dlaczego zawsze musiał zrobić coś głupiego? Nagle wspomnienia z poprzedniego wieczora zwaliły się na niego jak grom z jasnego nieba.
- Dzień dobry - usłyszał.
Ponownie spuścił głowę. Emma leżała na brzuchu i uśmiechała się szeroko.
- Cześć - odpowiedział niepewnie.
- Jak się spało? - zapytała, głaszcząc go po policzku. - Mogliśmy pomyśleć o łóżku. Byłoby nam o wiele wygodniej. Chociaż i tak nie mogę narzekać.
Harry milczał. Zamurowało go i po raz kolejny nie wiedział co powiedzieć.
- Chętnie poleżałabym jeszcze z tobą, ale sądzę, że czas wyjść do ludzi - dodała, po czym zrzuciła z siebie przykrycie i zgrabnie zeszła z kanapy. Zaczęła zbierać swoje porozrzucane ubrania, nucąc pod nosem jakąś piosenkę.
Harry wciąż leżał i tylko podążał wzrokiem za Emmą. Mimo że przypomniał sobie, co wczoraj z nią robił, widok jej nagiego ciała spowodował, że na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Zamknął oczy. Próbował przestać myśleć, bo mimowolnie wrócił wspomnieniami do ich wspólnej nocy. To, co czuł, kiedy Emma go dotykała, jak pachniały jej włosy i co wyprawiały jej usta, sprawiało, że znowu był podniecony.
Kiedy otworzył oczy i dostrzegł wyraźnie odznaczającą się na kocu erekcję, zgiął nogi w kolanach, próbując w jakiś sposób się zasłonić. Czuł się niezręcznie, chociaż nie wiedział dlaczego. W końcu uprawiał z Emmą seks i nie miał już niczego do ukrycia.
- Idziesz?
Pytanie dziewczyny sprowadziło go na ziemię. Przeniósł na nią spojrzenie i zobaczył, że ta była już ubrana.
- Tak, za chwilę.
Emma uśmiechnęła się, a potem zerknęła na niewielki zegarek, który nosiła na ręku.
- Jeśli chcesz jeszcze coś zjeść, to radziłabym ci się pospieszyć.
- Jak to? To która jest godzina?
- Dochodzi dziesiąta.
- Co?! - Harry zeskoczył z kanapy jak poparzony. Zaczął zbierać swoje ubrania, zupełnie nie przejmując się tym, że był nagi, a jego erekcja jeszcze nie osłabła.
Gdy zebrał wszystkie części garderoby, próbował równocześnie założyć koszulę i spodnie. Nie był to jednak najlepszy pomysł. W pewnym momencie zachwiał się i upadł na kanapę.
 - Na twoim miejscu zaczęłabym od bielizny - zaśmiała się Emma, rzucając w niego bokserkami.
Harry podziękował skinieniem głowy.
- Będę lecieć. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy. - Wysłała mu buziaka na pożegnanie i ruszyła do drzwi. Kiedy je otworzyła, dodała jeszcze: - Nie spodziewałam się, że Gryfoni są tak dobrzy w te klocki. - Po chwili już jej nie było.
Harry ubierał się w pośpiechu, równocześnie myśląc o ostatnich słowach dziewczyny. Czy oznaczały one tyle, że Emma nie była dziewicą, a ich niezobowiązujący seks nie był pierwszym w jej życiu? Pokręcił głową. Nie wierzył w to, ale nie miał czasu dłużej się nad tym zastanawiać.
Chwilę później miał już na nogach buty, więc szybko opuścił Pokój Życzeń. Musiał wrócić do wieży i przebrać się. Wczoraj poplamił sobie koszulę whisky i cały śmierdział papierosami.

* * *

Gdy kilkanaście minut później wybiegł z pokoju wspólnego, był już spóźniony. Wiedział, że Snape go zamorduje i najprawdopodobniej wlepi mu szlaban. Nie chcąc ponieść dodatkowej kary za niestosowny wygląd, próbował doprowadzić się do porządku na tyle, na ile mógł to zrobić w biegu.
Chwilę później znalazł się pod klasą eliksirów. Przymusowy sprint kompletnie go wykończył - sapał jak lokomotywa parowa, był cały spocony i czerwony na twarzy. Zanim nacisnął klamkę, spróbował jeszcze unormować oddech. Kiedy w końcu doprowadził się do porządku, wszedł do klasy.
- Proszę, proszę, pan Potter zdecydował się jednak pojawić na zajęciach - powiedział Snape. Uśmiechnął się mściwie, a potem spojrzał na zegarek. - Dwadzieścia minut spóźnienia, więc Gryffindor traci dwadzieścia punktów, a ty masz szlaban.
Harry nie miał siły się tłumaczyć, więc kiwnął tylko głową i poczłapał na swoje miejsce. Powoli wyciągnął z torby wszystkie potrzebne rzeczy i poukładał je na ławce. Nie zauważył zaskoczonego spojrzenia Hermiony, ani uśmieszków na twarzach Mike'a i Draco.
Tymczasem Snape kontynuował wykład na temat właściwości skał krystalicznych i ich zastosowania w eliksirach. Harry jednak w ogóle go nie słuchał. Niedawno wstał, nie zjadł śniadania ani nie zażył eliksiru na kaca, więc nie potrafił się skoncentrować. Zaczął mazać po pergaminie, nawet nie starając się z tym kryć. W końcu Snape i tak będzie się nad nim pastwić.
Właśnie kończył rysować marną imitację hipogryfa, gdy nagle pojawiła się przed nim niewielka karteczka.
     
Błagam, popraw swoje ubrania!

Zaskoczony podniósł wzrok. Gdy spojrzenia jego i Hermiony się spotkały, dziewczyna wykonała ponaglający gest. Harry obejrzał ubranie.
Zażenowany tym, że krzywo pozapinał guziki w koszuli, szybko poprawił strój i bezgłośnie podziękował Hermionie. Ta w odpowiedzi kiwnęła tylko głową, a potem zaczęła słuchać Snape'a, od czasu do czasu zapisując coś w zeszycie.
- Potter! - Harry westchnął, słysząc Draco. Nie miał ochoty na rozmowy, a tym bardziej z nim. - Potter!
Popatrzył na Malfoya.
- Znowu mówimy do siebie po nazwisku? Ile razy będziemy jeszcze wałkować ten temat?
Draco przewrócił oczami.
- Czemu się spóźniłeś? No i dlaczego wyglądasz tak, jakbyś spał w Pokoju Życzeń?
Harry prychnął. Nie miał zamiaru odpowiadać na te pytania, postanowił natomiast dać przyjacielowi do zrozumienia, że jest zły.
- Po drodze wpadłem do Trelawney. Rano poczułem, że w końcu uaktywniło się moje wewnętrzne oko i muszę zajrzeć do kuli. Wiesz co zobaczyłem?
- Co ty bredzisz?
- Jestem na ciebie wściekły.
- Za co?
- Miałeś nie zostawiać mnie samego!
Malfoy zachichotał.
- Przepraszam, ale zaprowadzenie Teo do lochów zabrało mi więcej sił, niż przypuszczałem. Usiadłem na kanapie, żeby chwilę odpocząć i... usnąłem.
- Jasne.
- Czemu się spinasz? Emma chyba nie była taka zła.
Harry uśmiechnął się.
- Och, nie, była wspaniała. Nie spodziewałem się, że jest taka gibka.
- Co? Nie rozumiem... - Draco zamilkł. Po chwili wytrzeszczył jednak oczy i krzyknął: - Nie zrobiłeś tego?!
Wszyscy jak na komendę odwrócili się w ich stronę.
- Spóźniłeś się, Potter, a teraz masz czelność przeszkadzać mi w prowadzeniu zajęć!? - krzyknął Snape, niespodziewanie się przed nim pojawiając. - Gryffindor traci dziesięć punktów! - Hermiona jęknęła. - A teraz grzecznie odwrócisz się w stronę tablicy i zaczniesz mnie słuchać. Jeśli jeszcze raz usłyszę twój głos, skończysz z miesięcznym szlabanem!
Harry przybrał skruszoną minę i przytaknął. Gdy nauczyciel wrócił do biurka i po raz kolejny wznowił wykład, odwrócił się do Malfoya i szepnął:
- Później pogadamy.
Draco nie miał jednak zamiaru czekać. Czując się bezkarnie w klasie Mistrza Eliksirów, wznowił rozmowę.
- Przespałeś się ze Ślizgonką?
Harry starał się go ignorować. Nie bał się Snape'a, ale nie chciał, aby jego dom stracił kolejne punkty.
- Zrobiłeś to? - Malfoy nie dawał za wygraną.
- Niczego takiego nie powiedziałem.
- Sprawdzę to. - Harry miał kamienną twarz. - Zresztą nieważne. Widziałeś dzisiejszego „Proroka Codziennego”?
- Oczywiście - prychnął. - Cały poranek przeglądałem prasę, popijając kawkę i zajadając się ciasteczkami.
- Czyli nie widziałeś.
Draco uśmiechnął się i rzucił w niego gazetą. Kiedy Harry podniósł ją z podłogi i przeczytał tytuł artykułu, jęknął.

Cała prawda o Złotym Chłopcu

Harry Potter (l.16), uczeń Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, przez wielu brytyjskich czarodziejów i czarownic uważany jest za jedyną osobę, która może raz na zawsze pokonać Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać i tym samym zakończyć jego brutalne rządy.
Biorąc pod uwagę rolę, jaką Harry Potter ma do odegrania, wydawałoby się, że każdą wolną chwilę spędza w towarzystwie kochającej rodziny lub ciężko trenuje, ucząc się nowych zaklęć i ćwicząc umiejętności, które mogą okazać się pomocne w starciu z Sami-Wiecie-Kim. Całkiem zrozumiałe są również przypuszczenia, że spotyka się także z przyjaciółmi i zachowuje się wtedy jak typowy nastolatek. 
Niestety rzeczywistość nie jest wcale tak kolorowa, jak się nam wszystkim wydawało. Dzisiejszego ranka do naszej redakcji wpłynął anonimowy list, w którym dokładnie opisano, co tak naprawdę robi Harry Potter, kiedy przebywa poza murami szkoły.
Z treści listu wynika, że pan Potter podczas przerwy świątecznej przebywał u swojego przyjaciela ze szkoły. Nieznane są szczegóły dotyczące tego, co chłopcy robili w domu. Wiadomo jednak, że spędzili Noc Sylwestrową w miejscach, w których w ogóle nie powinno ich być.
Chłopcy odwiedzili różnego rodzaju kluby, w tym klub dla homoseksualistów i klub ze striptizem. Ponadto na ulicach zachowywali się agresywnie, krzyczeli, używając wulgarnego słownictwa oraz zaczepiali przypadkowych przechodniów.
Czy takie zachowanie przystoi Harry'emu Potterowi? Czy można pozwalać dzieciom na tak wiele? I co z zakazem sprzedaży alkoholu nieletnim? Jakim cudem chłopcy weszli do nocnego klubu? Czy Harry Potter użył jakichś tajemniczych mocy? Nie wiadomo. Fakty są jednak takie, że Harry Potter ma wiele wad i chyba niesłusznie nazywa się go Złotym Chłopcem. W końcu po raz kolejny pokazał swoje drugie - znacznie gorsze - oblicze.

Redaktor specjalny
Harold Beck

Pozostałe artykuły:
Dokładny opis Nocy Sylwestrowej Harry'ego Pottera (wraz ze zdjęciami) s. 2
Czy Złoty Chłopiec jest gejem? ss. 4-5

Gdy Harry przeczytał artykuł, jego twarz zastygła w grymasie niedowierzania. Przekręcił jednak kartkę, a wtedy z jego ust znowu wydobył się jęk.
Zobaczył kolejny artykuł, na końcu którego znajdowało się mnóstwo zdjęć. Na jednym z nich tańczył w klubie, na drugim pił drinka, a na kolejnym oglądał tańczącą na rurze striptizerkę, której wkładał dziesięciofuntowy banknot za stringi.
Poczuł wściekłość. Po artykułach Rity Skeeter miał uraz do „Proroka Codziennego”, nigdy jednak nie przypuszczał, że pozostali pracujący w nim dziennikarze są takimi szumowinami. Co to za plotki, że był gejem?!
- Zasrany szmatławiec! - krzyknął, nie potrafiąc dłużej tłumić w sobie złości. Odrzucił na bok gazetę.
Snape, który od jakiegoś czasu siedział przy biurku, zerwał się na równe nogi.
- Mam już tego dość! - wrzasnął. - Kazałem sporządzić wam notatkę, a ty nadal zajmujesz się czymś innym?! Nie będę dłużej tolerować twojej bezczelności. Idziemy do dyrektora!
Harry machnął lekceważąco ręką. Nie wierzył, że Dumbledore zrobi mu awanturę. A nawet gdyby, to on o to nie dbał. Był zbyt zdenerwowany, żeby martwić się jego reprymendą.
- Czekasz na specjalne zaproszenie?! - warknął Snape, stojąc przy drzwiach.
Harry wstał i wyszedł z klasy. Idąc za nauczycielem, myślał o tym, co chciałby mu w tej chwili powiedzieć. Nie przypuszczał, że znał tak wiele niecenzuralnych słów.

* * *

- Proszę - powiedział Dumbledore, słysząc głośne walenie do drzwi. Podniósł głowę znad dokumentów i przywołał na swoją twarz szeroki uśmiech. - Severus! Harry! Co was do mnie sprowadza?
- Mam już tego dość, Albusie! - krzyknął Snape. - Potter notorycznie spóźnia się na moje zajęcia, przeklina i bezczelnie plotkuje ze swoimi koleżkami, czym zaburza rytm mojej pracy! Albo doprowadzisz go do porządku, albo wyrzucę go z klasy i nigdy więcej do niej nie wpuszczę!
- Spokojnie, Severusie. Jestem pewny, że wyolbrzymiasz sytuację i zaraz rozwiążemy twój problem.
- Mój problem!? To ty go tak rozpuściłeś!
- Dość! - krzyknął Dumbledore, zaraz jednak znowu się uśmiechnął. - Poczęstuj się cytrynowym dropsem. Gwarantuję, że poczujesz się lepiej.
 Harry musiał ugryźć się w język, żeby nie parsknąć śmiechem. Wiedział, że dzisiaj nie powinien już podpaść żadnemu nauczycielowi, a tym bardziej dyrektorowi.
- Nie, dziękuję! - warknął Snape, a potem odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Dumbledore pokręcił głową. Przez chwilę wpatrywał się w zamknięte drzwi, a potem przeniósł spojrzenie na Harry'ego.
- Co się stało? - zapytał, ręką wskazując mu fotel.
Harry usiadł.
- Nic takiego.
- Severus mówił, że spóźniłeś się na lekcję. Rozumiem, każdemu się może zdarzyć. A co z przeklinaniem?
- Po prostu puściły mi nerwy.
- Dlaczego?
Harry westchnął. Właśnie zdał sobie sprawę, że w wakacje niepotrzebnie skreślił dyrektora. Był na niego zły i trochę go poniosło. Wydawało mu się, że postępował słusznie. Teraz jednak nie był już tego taki pewny. Ponieważ od początku roku szkolnego minęło trochę czasu, ochłonął i chyba dopiero teraz dotarło do niego, że to, co Dumbledore robił, robił w dobrej wierze.
Uśmiechnął się, bo zrozumiał, że tak naprawdę bardzo lubił Dumbledore'a i nie chciał dłużej udawać, że było inaczej.
- Czytał pan dzisiejszego „Proroka Codziennego”?
- Nie, jeszcze nie - odparł zdziwiony. - Nie rozumiem, jaki ma on związek z całą sprawą?
- Niech pan go przeczyta.
Dumbledore nie odpowiedział, tylko zgodnie z jego sugestią przywołał do siebie leżąca na stoliku gazetę. Widząc tytułową stronę, otworzył usta. Harry uśmiechnął się pod nosem, ale nie odezwał się ani słowem i w spokoju czekał, aż mężczyzna skończy czytać.
Pięć minut później Dumbledore odłożył gazetę. W oczach błyszczały mu iskierki rozbawienia.
- Chyba wszystko rozumiem. Czy to dlatego przekląłeś na lekcji profesora Snape'a?
Harry z zaskoczeniem kiwnął głową. Myślał, że dyrektor powie mu, że zachował się nieodpowiednio i nic go nie tłumaczy.
- No cóż, rozumiem, że jesteście młodzi i chcecie się wyszaleć. Nie mam ci tego za złe. Może nie uwierzysz, ale kiedy byłem w twoim wieku, także zrobiłem wiele głupstw.
- Nie jest pan na mnie zły?
- Oczywiście, że nie. - Uśmiechnął się. - Mam jednak prośbę. Wiesz, jaki jest „Prorok Codzienny”, więc następnym razem uważaj.
- W porządku.
- Muszę ci zadać jeszcze jedno pytanie.
- Słucham?
- Czy ciebie i pana McVogela coś łączy? Jesteście razem?
- Co?! - Harry wytrzeszczył oczy. - Nie, oczywiście, że nie! Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Przepraszam, ale musiałem się upewnić. Wiesz, nie mam nic do homoseksualistów, ale ten klub i artykuł...
- Rozumiem - zaśmiał się Harry. - Jeśli pan chce, mogę opowiedzieć, co tak naprawdę robiliśmy z Mikiem.
- Z wielką chęcią! Herbatki?
- Chętnie!
Przez kolejną godzinę rozmawiali o Sylwestrze. Harry mówił o wszystkim, pomijając jedynie ilość alkoholu, jaką wypił.
Dumbledore co jakiś czas się śmiał. Później opowiedział o tym, jak na szóstym roku wypił zbyt dużo skrzaciego wina i biegał nago po korytarzach Hogwartu. Harry roześmiał się. Może ten dzień wcale nie będzie taki zły - pomyślał jeszcze.

* * *

Gdy Snape i Harry wyszli z klasy, minęło kilkanaście minut, nim ktokolwiek przerwał ciszę. W końcu jako pierwsza odezwała się Hermiona. Musiała dowiedzieć się, co takiego się stało, że przyjaciel zareagował w tak gwałtowny sposób. Żałowała, że wstała późno i nie zdążyła zajrzeć do „Proroka Codziennego”. Domyślała się, że to on był powodem całej tej sytuacji.
- Malfoy, czy możesz mi łaskawie powiedzieć, co tym razem pojawiło się w tej przeklętej gazecie?
- Ty też o niczym nie wiesz? Na Merlina, co wy, Gryfoni, robicie przez cały dzień?
Hermiona zignorowała ten komentarz.
- Czego nie wiem?
- Myślałem, że zdajesz sobie sprawę, co twoi przyjaciele wyprawiają w wolnym czasie.
- Przyjaciele? Wydawało mi się, że mówimy tylko o Harrym.
Draco roześmiał się.
- Sama sobie przeczytaj. 
Mike poszedł do ławki Harry'ego i zebrał z podłogi rozrzuconego „Proroka Codziennego”. Wrócił do Hermiony i razem z nią zaczął czytać tytułowy artykuł.
Z każdą przeczytaną linijką Mike robił się coraz bledszy. Hermiona natomiast wytrzeszczyła oczy, nie wierząc w to, co widziała. Kiedy skończyli czytać, przyjrzeli się zdjęciom.
- O kurwa! - nie zdążyła ugryźć się w język.
Na jej nieszczęście w tym samym czasie do klasy wrócił Snape.
- McVogel wracaj na miejsce! A ty, Granger, masz szlaban!
- Ale...
- Dość! - krzyknął. - Nie odzywaj się, chyba że chcesz dołączyć do Pottera w gabinecie dyrektora!
- Nie, nie chcę. Przepraszam, panie profesorze.
Spłonęła rumieńcem i opuściła głowę. Wytrwale patrzyła się w podłogę, dlatego nie zauważyła kolejnego mściwego uśmiechu Snape'a.
- Jeszcze czytamy sobie pisemka na lekcji!? - warknął, dostrzegając na jej ławce gazetę. - To nie jest twój pierwszy raz, Granger, więc Gryffindor traci kolejne dwadzieścia punktów!
Wrócił do biurka. Cóż za cudowny dzień! - pomyślał. Zaczął sprawdzać prace trzeciorocznych Puchonów. Skrzywił się, widząc odpowiedź jednego z nich. Napisał złośliwy komentarz, a potem podniósł głowę.
- A wy na co czekacie?! Zajęcia jeszcze się nie skończyły.
Wszyscy wrócili do pracy.