"Żeby być sobą, trzeba być kimś"

UWAGA!!!

Bardzo proszę nie umieszczać tego opowiadania na innych stronach internetowych bez mojej zgody!

Bardzo proszę stosować się do punktu 4 regulaminu: Nie spamujemy w komentarzach pod postem. Jeśli chcecie zareklamować swojego bloga, róbcie to, proszę, w odpowiednim miejscu („Księga Gości” - prawa kolumna).

Spam pod postami będzie natychmiast usuwany!

UWAGA!!! Jeśli ktoś chciałby być powiadamiany o nowych notkach, niech zostawi swój adres e-mail w „Księdze Gości”.

piątek, 6 października 2017

ROZDZIAŁ XXVII


Moi drodzy! Chciałbym Was przeprosić, że przez niemal osiem miesięcy nic nowego nie pojawiło się na moim blogu. Nie będę się tłumaczyć, bo w lipcu opublikowałem notkę informacyjną, w której wspomniałem o przyczynach tego opóźnienia. Przykro mi, naprawdę mi przykro, że od tamtego dnia musiały minąć prawie dwa miesiące, żebym mógł w końcu napisać: zapraszam na kolejny rozdział!
Chciałbym jeszcze podziękować wszystkim tym, którzy skomentowali ostatni rozdział, a także tym, którzy zdecydowali się napisać kilka słów pod wspomnianą już notką informacyjną. Od lutego w moim życiu wydarzyło się naprawdę wiele złych rzeczy, dlatego każdy kolejny komentarz, który w tym czasie pojawił się na moim blogu, niesamowicie mocno mnie motywował. Dziękuję Wam!

Beta: Seya (kłaniam się i całuję rączki)

Miłego czytania!

* * *

Niedawno zakończyła się powitalna uczta, która zapisze się w historii Hogwartu, jako jedna z najbardziej nietypowych. Nie dość, że zaczęła się kilka godzin później niż zwykle, to na dodatek w Wielkiej Sali panowała tak przygnębiająca atmosfera, że nawet duchy wydawały się żywsze od ludzi. Uczniowie - zmęczeni nocnym powrotem do szkoły - nie mieli na nic siły, dlatego też niewielu z nich ze sobą rozmawiało, a jeszcze mniej dowcipkowało.
Spośród tłumu wyróżniała się jednak pewna grupa Ślizgonów. Draco Malfoy z ożywieniem rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi, przy czym nie wyglądał na kogoś, kto potrzebował snu. Wręcz przeciwnie, był podekscytowany i sprawiał wrażenie, że dla niego noc dopiero się zaczęła.
Podobne zachowanie można było dostrzec u dyskutujących ze sobą Harry'ego, Mike'a Hermiony i Ginny. Czwórka Gryfonów skupiła się przede wszystkim na rozmowie, dlatego też byli jednymi z ostatnich, którzy skończyli posiłek. Kiedy wyszli z Wielkiej Sali i ruszyli do wieży Gryffindoru, korytarze świeciły pustkami.
- Zobaczymy się później - powiedział nagle Harry, a potem, nie czekając na odpowiedź przyjaciół, odwrócił się na pięcie i ruszył w przeciwnym kierunku.
Wkrótce potem znalazł się na trzecim piętrze. Minął klasę zaklęć i Izbę Pamięci, ale kiedy doszedł do drzwi, za którymi znajdował się korytarz z klapą w podłodze, zatrzymał się. Uśmiechnął się na myśl o Puszku i przygodach, które przeżył w pierwszej klasie. Mimo że wyprawa po Kamień Filozoficzny zakończyła się kilkudniowym pobytem w skrzydle szpitalnym, miło ją wspominał. Był z siebie dumny, bo to właśnie wtedy po raz pierwszy opóźnił powrót Voldemorta.
Wpatrywał się w drzwi jak zahipnotyzowany. Był tylko on i jego wspomnienia - wyścig z kluczami, szachy czarodziejów i znokautowany troll.
- Harry! - Gryfon podskoczył w miejscu, w ostatniej chwili powstrzymując się przed krzykiem. - Gdzie ty się włóczysz? - zapytał Draco. - Właśnie obszedłem pół szkoły, dobijałem się nawet do waszego pokoju wspólnego. Swoją drogą, ta baba z obrazu jest nienormalna. Wiesz, co mi powiedziała? Jeśli jeszcze raz uderzysz w moją ramę, to tak cię puknę, że woźny przez tydzień będzie zbierać twoje szczątki z podłogi - dodał, naśladując głos Grubej Damy.
Harry spojrzał na Malfoya, bojąc się, że serce wyskoczy mu zaraz z piersi. Miał ochotę się zaśmiać, ale zamiast tego powiedział:
- Nie skradaj się tak, bo następnym razem dostanę zawału.
- A od kiedy jesteś taki delikatny? I po co gapiłeś się na te cholerne drzwi?
- Wspominam.
- Co? Przypomniałeś sobie, jak natknąłeś się na McGonagall, hasającą nago po korytarzu? - zaśmiał się. - Rozumiem, że każdy ma jakieś zboczenia, ale... Aaaa! Już wiem! To dlatego nie można było tutaj wejść, tak?
- To było obrzydliwe. A w zasadzie to ty jesteś obrzydliwy.
- Może czasami. Ale i tak dzięki - odpowiedział z uśmiechem Ślizgon, po czym podszedł do okna i usiadł na parapecie.
- To nie był komplement.
- Wiem, zresztą nieważne - mruknął, oglądając swoje wypielęgnowane dłonie. - Masz plany na resztę nocy?
- Nie wiem, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Na pewno zdrzemnę się parę godzin, a potem wezmę długą kąpiel. Może skorzystam z łazienki na piątym piętrze?
- Fascynujące, a co masz zamiar robić teraz? Organizuję imprezę w niewielkim gronie. Przyjdziesz?
- Żartujesz?
- Nie.
- Przecież jutro są lekcje. - Malfoy nie wyglądał na przejętego. - Zgodnie z poniedziałkowym planem, czyli dwie godziny ze Snape'em!
- No i?
- Daj spokój, impreza w środku tygodnia to nie najlepszy pomysł.
- Boże, Potter, ale z ciebie sztywniak. - Pokręcił z niedowierzaniem głową. - A może ty po prostu boisz się Ślizgonów?
- Jeśli wszyscy są takimi zadufanymi w sobie narcyzami jak ty, to nie bardzo - odgryzł się.
- Nie zachowuj się jak gbur. - Draco zeskoczył z parapetu. - Przychodzisz czy nie? - Harry milczał. - Na Merlina! Jesteś gorszy niż dziewczyny - zirytował się. - W każdym razie uznam twoje milczenie za zgodę. Widzimy się za pół godziny w Pokoju Życzeń. Tylko się nie spóźnij, bo użyliśmy Pętli Czasu i nie mam zamiaru czekać na ciebie do śmierci. No i możesz wziąć ze sobą swoich gryfońskich przyjaciół - dodał, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył tam, skąd przyszedł.

* * *

- Na co jeszcze czekamy? - jęknęła Pansy. Leżała na kanapie z przerzuconymi przez oparcie nogami i z nudów nimi machała. W międzyczasie oglądała swój nowy zakup - czarne szpilki Gino Rossi.
- Zaprosiłem jeszcze kogoś.
- Jak to? Myślałam, że spotykamy się tylko we czwórkę - Postawiła nogi na podłogę i sięgnęła po kieliszek z czerwonym winem. - Ewentualnie z Blaise'em.
- Zabini ma randkę. Zresztą nie zaprosiłem żadnego Ślizgona.
- W takim razie kogo? McGonagall? - zaśmiała się ze swojego żartu, choć nikogo innego on nie rozbawił. Zauważyła również poważną minę przyjaciela, więc kontynuowała: - Puchoni odpadają. Umarliby ze strachu, gdyby mieli dobrowolnie siedzieć z nami w jednym pomieszczeniu. Krukoni też, bo prawie w ogóle nie rozstają się z książkami. Zostali tylko Gryfoni, ale ich w ogóle nie biorę pod uwagę.
- Czy ty przypadkiem nie masz w rodzinie żadnego trolla? - zirytował się Draco. - Wiesz, że przyjaźnię się z Harrym, więc to chyba logiczne, że zaprosiłem właśnie jego.
- Zaprosiłeś Pottera!? - krzyknęła Pansy, z hukiem odstawiając kieliszek na stół.
Była w szoku. No dobra, wiedziała o przyjaznych stosunkach między Draco i Potterem,  ale ich kompletnie nie rozumiała. Przypuszczała, że były one efektem jakiejś klątwy lub eliksiru. Nie kryła się ze swoimi domysłami, kiedy jednak pokłóciła się o to z przyjacielem, przestała snuć teorie spiskowe.
- I czego się wściekasz? - Draco przerwał jej rozmyślania. - Nawet go nie znasz.
- A ty tak? - prychnęła. - Myślisz, że kilka razy normalnie z nim porozmawiałeś i od razu wiesz o nim wszystko?
Draco nie odpowiedział. Miał dość narzekania Pansy, podobnie jak Teo, który planował właśnie, jak utrzeć jej nosa. Otworzył już nawet usta, lecz właśnie wtedy uświadomił sobie, że w gruncie rzeczy nigdy nie zastanawiał się, co tak naprawdę sądzi o Potterze.
Kiedyś powiedziałby, że go nie lubi, bo ten jest Gryfonem. To był wystarczający powód, żeby się z nim nie zadawać. Wiedział jednak, że sytuacja trochę się zmieniła i nic nie było już takie jak kiedyś. W ubiegłym roku szkołę skończyło wielu sympatyków Czarnego Pana, inni - na przykład Crabbe i Goyle - przenieśli się do Durmstrangu, więc nikt w Slytherinie nie wałkował dłużej tematu: Nienawidzę Harry'ego Pottera. Tak naprawdę większość Ślizgonów nie znosiła go tylko dlatego, że nieustannie ogrywał ich w quidditcha.
- Może nie będzie tak źle - powiedział już na głos. 
Pansy spojrzała na niego, jakby zobaczyła go pierwszy raz w życiu. Pokręciła głową, a potem odwróciła się do siedzącej obok przyjaciółki.
- Mili, a ty co myślisz?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Widzisz, tylko ty robisz jakieś problemy - powiedział Draco, nie kryjąc swojego zadowolenia.
- Po prostu nie wyobrażam sobie zabawy z Potterem.
- Pobędziesz trochę z Gryfonami, to zmienisz zdanie.
- Z Gryfonami? To będzie ich więcej?
- Powiedziałem Harry'emu, że może wziąć ze sobą swoich przyjaciół.
Pansy wytrzeszczyła oczy. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszała, dlatego milczała przez chwilę, próbując uporządkować w głowie wszystkie myśli.
- Cholera, Draco, nie poznaję cię! - krzyknęła w końcu. - Przecież on przyjdzie z Granger!
- No i?
- Zanudzimy się z nimi na śmierć!  
- Pansy, daj spokój - wtrąciła się Milicenta. Wstała z kanapy, bo i ją denerwowały już nieustające wrzaski przyjaciółki. - Jak nie będzie ci się podobało, to zawsze możesz stąd wyjść.
- I ty przeciwko mnie!?
- Draco tego chce. Jako przyjaciele powinniśmy zaakceptować jego decyzję. Zresztą sama zauważyłaś, że Potter się zmienił. Nie zadaje się już z Wiewiórem i w ogóle wydaje się bardziej... ludzki.
Pansy popatrzyła na nią sceptycznie, ale powstrzymała się od komentarza. I dobrze zrobiła, bo chwilę później drzwi otworzyły się i do środka wszedł Harry, a zaraz za nim Mike, Hermiona i Ginny.
- Nareszcie! - stwierdził Draco, oddychając z ulgą. Nigdy nie powiedziałby tego głośno, ale bał się, że Harry go oleje i nie skorzysta z jego zaproszenia. - Co tak długo?
- Filch kręcił się koło gobelinu z Barnabaszem Bzikiem, więc nie mogliśmy przejść - zaczęła Ginny. - Harry wrócił do wieży po łajnobomby, a potem rozrzucił je na szóstym piętrze.
Chłopcy zachichotali.
- Nie wierzę, że byłem z nim w Brygadzie Inkwizycyjnej - odezwał się chicho Malfoy, jakby próbując w ten sposób ukryć swoje zażenowanie - No ale nieważne. Siadajcie.
Pokój Życzeń był intrygującym i niezwykle tajemniczym miejscem. Wystarczyła jedna myśl, a od razu dostosowywał się do potrzeb osób, które w nim przebywały.
Tak było i teraz. Po słowach Draco stół wydłużył się o kilkadziesiąt centymetrów, a wokół niego pojawiła się dodatkowa kanapa i dwa fotele. Gryfoni zajęli miejsca, a wtedy Teo skinął im na powitanie głową, Milicenta natomiast - ku przerażeniu i irytacji Pansy - puściła Harry'emu oczko.
- Czego się napijecie? - Draco, jak przystało na dobrego gospodarza, miał zamiar zadbać o swoich gości. - Mamy wino i Ognistą Whisky.
- Ja chcę whisky! - krzyknęła z entuzjazmem Ginny. - Nigdy jej nie piłam - dodała, widząc zaskoczone spojrzenia przyjaciół.
Harry i Mike również zrezygnowali z wina, Hermiona zaś w ogóle nie chciała słyszeć o alkoholu. Dopiero po chwil dała się przekonać, że nic jej się nie stanie, jeśli wypije jedną szklaneczkę.
Niedługo później, gdy każdy miał w ręku jakiś alkohol, Draco wstał i powiedział:
- Za pierwszy rozejm pomiędzy Ślizgonami i Gryfonami.  
Napili się. Hermiona wykrzywiła usta, przełykając alkohol. Nie spodziewała się, że okaże się aż tak mocny.
- Wygląda na to, że Panna Wiem-To-Wszystko jednak nie wie wszystkiego - stwierdziła Pansy, złośliwie się uśmiechając. - Granger, pijesz alkohol, nie sok dyniowy. Jeśli masz się tak krzywić, to lepiej to zostaw.
Draco popatrzył na nią z żądzą mordu w oczach. Może nie przepadał za Granger, ale Harry ją lubił. Chciał więc, żeby ta czuła się dobrze w ich towarzystwie.
- Pansy! - warknął ostrzegawczo.
Hermiona spojrzała na niego z nieskrywany zaskoczeniem. Po chwili odwróciła się jednak do zadowolonej z siebie Ślizgonki i powiedziała:
- Często zastanawiałam się, dlaczego masz minę, jakby ktoś trzymał ci łajno pod nosem, Parkinson. Teraz już wiem i rozumiem twoją frustrację. Kochana, nie musisz się wstydzić, że kiedyś nie mogłaś oprzeć się whisky i przez to wyglądasz, jak wyglądasz. To nic złego, naprawdę. No i dziękuję za troskę. Obiecuję, będę uważać, żeby nie skończyć tak jak ty.
Wszyscy parsknęli w swoje szklanki, widząc zaskoczoną minę dziewczyny i czerwień na jej policzkach.

* * *

Impreza w Pokoju Życzeń nabierała tempa z minuty na minutę. W pewnym momencie ktoś pomyślał o muzyce, a wtedy w rogu pomieszczenia pojawił się gramofon. Ginny i Hermiona natychmiast zerwały się ze swoich miejsc i zaczęły tańczyć. Były w tak dobrym humorze, że przywołały do siebie Milicentę, nawet przez chwilę nie przejmując się tym, że ta była Ślizgonką.
Jakiś czas później, a dokładnie po opróżnieniu kolejnej butelki Ognistej Whisky, Draco zaczął tańczyć z Ginny, Harry z Milicentą, a Mike z Hermioną. Pansy siedziała na kanapie i w samotności sączyła wino. Bawiła się dobrze, ale nie chciała się do tego przyznać. Nie przeszłoby jej przez gardło, że się myliła i niepotrzebnie zrobiła przyjacielowi awanturę, kiedy ten poinformował ich o zaproszeniu Gryfonów. Musiała udawać znudzoną i rozczarowaną, bo inaczej ucierpiałaby jej godność. A na to - jak przystało na Ślizgonkę z krwi i kości - nie mogła sobie pozwolić.
Teo natomiast upierał się, że nadal jest trzeźwy i może dalej pić. Pozostali uznali jednak zgodnie, że rozmawianie ze szklanką jest niezbitym dowodem na to, że chłopak stracił kontakt z rzeczywistością. Nikt nie próbował więc wyprowadzić go z błędu.
- Pamiętaj, Granger, jesteś następna w kolejce - powiedział Draco, gdy piosenka się skończyła i wszyscy wrócili na swoje miejsca.
Hermionę zamurowało. Nie rozumiała, dlaczego Malfoy był dla niej miły i chciał z nią zatańczyć. Nie mogła od tak zapomnieć o ich burzliwej przeszłości, miała więc pewne opory przed zaakceptowaniem nowej rzeczywistości. Musiała się upewnić, że nie był to zorganizowany ze względu na Harry'ego teatrzyk i Ślizgon naprawdę się zmienił.
- Granger? To już nie jestem szlamą?
- A co, stęskniłaś się za tym określeniem?
- Uznam, że było to pytanie retoryczne - mruknęła, nie bardzo wiedząc, w jaki sposób przejść do najbardziej interesujących ją kwestii. - Dlaczego wcześniej mnie przezywałeś, a teraz tak bardzo się pilnujesz, żeby mnie nie obrazić? - zapytała prosto z mostu.
- To długa historia.  
   - Nie spieszy mi się, a sądząc po minach pozostałych, nie tylko ja jestem ciekawa odpowiedzi.
- Niech ci będzie - zgodził się Draco. Odstawił na stół szklankę i wygodnie rozsiadł się w fotelu. - Wszystko zaczęło się od tego, że Harry odrzucił moją przyjaźń...
- Sam się o to prosiłeś - przerwał mu Gryfon, a jego usta wygięły się w szerokim uśmiechu. - Gdybyś się nie wywyższał, to może zachowałbym się inaczej.
- Dasz mi skończyć?
- To nie pomijaj najistotniejszych szczegółów.
Draco zrobił naburmuszoną minę. Wyglądał jak dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka. Spojrzał Gryfonowi w oczy, a ponieważ dostrzegł w nich iskierki rozbawienia, z powrotem odwrócił się do Hermiony i kontynuował:
- Może to dziwnie zabrzmi, ale kiedy tylko poznałem historię Harry'ego, od razu chciałem go poznać. Właśnie dlatego tak bardzo zabolało mnie, gdy odrzucił moją przyjaźń. No i jeszcze ten... Weasley. Byłem wściekły, że Harry wybrał jego, nie mnie. W ramach zemsty postanowiłem uprzykrzyć mu życie. Wiedziałem, że jesteście dla niego najważniejsi, więc wyżywałem się na was. Obrażając jego, nic bym nie osiągnął.
- A tak osiągnąłeś? - prychnęła Hermiona, spodziewając się takiej odpowiedzi. - No i co z czystością krwi i innymi tego typu bzdurami?
- Naprawdę myślisz, że w Slytherinie wszyscy zwracają na to uwagę? - odparła Milicenta. - Tak naprawdę większość ma to gdzieś, jednak do niedawna musieliśmy udawać przykładnych Ślizgonów.
- Dlaczego? - zapytał Mike.
- Bo w Hogwarcie uczyło się mnóstwo dzieci śmierciożerców, które z chęcią pójdą w ślady swoich rodziców.
- A teraz ich nie ma?
- Część skończyła już szkołę, a niektórzy przenieśli się do Durmstrangu. Wiecie, tam w końcu uczy się czarnej magii.
- Voldemort jest dwulicowy, a śmierciożercy to banda idiotów - wtrącił się nagle Harry, co spowodowało, że Hermiona i Ginny się wzdrygnęły. Nadal nie przywykły do tego, że przyjaciel bez strachu wymawiał imię Czarnego Pana. - Dajcie spokój, przecież on nas nie słyszy! A ta jego nienawiść do mugolaków i obsesja na punkcie czystości krwi jest żałosna. W końcu sam jest mieszańcem.
- Ojciec mówił, że to tylko głupia plotka - wtrącił się Draco, ciekawy, jak Harry na to zareaguje.
- Według Voldemorta. No bo co innego ma powiedzieć?
Ślizgoni spojrzeli na niego z nieskrywanym zainteresowaniem.
- Dlaczego tak mówisz?
- W wakacje przeglądałem drzewa genealogiczne rodów czystej krwi, a także potomków czwórki założycieli. Matka Voldemorta była czarownicą, za to ojciec - mugolem. Nazywał się Tom Riddle.
W Pokoju Życzeń na chwilę zapanowała cisza.
- Dobra, nieważne - stwierdził Draco. - Zaraz zaczniemy mówić o Ministerstwie Magii i działalności politycznej Knota. A przypominam - mieliśmy się bawić, nie analizować zachowanie i motywy Czarnego Pana. W końcu jasne jest, że brakuje mu przynajmniej jednej klepki, więc po co o tym mówić?
- Racja - zgodził się Harry. - Wypijmy lepiej za kolejny rozejm pomiędzy naszymi domami. Od teraz Draco nie będzie już nazywać Hermiony szlamą, prawda?
- Nie, nie będę. Ale nie będę też przesadnie miły. Straciłbym swój autorytet i wtedy nawet Puchoni przestaliby się mnie bać.
Wszyscy - oprócz Pansy - zaśmiali się. Dziewczyna siedziała cicho, zastanawiając się, jak powinna traktować Gryfonów, a przynajmniej obecną w pokoju czwórkę. Dzisiaj bawiła się dobrze, o ile nie wyśmienicie, ale czy był to wystarczający powód, żeby zacząć ich normalnie traktować?
- Na razie wciąż za wami nie przepadam, więc ja nie będę się hamować - powiedziała na głos. - Straciłabym swoją reputację.
- Nadętej zdziry? - zaśmiała się Ginny.
- Jak śmiesz!? - Pansy zrobiła się czerwona jak wino, które piła przez całą imprezę. - Ty...!
- Dość! - przerwała jej Mili. - Miałaś się zachowywać!
- Ale ona mnie obraża! Mam jej odpuścić? - Spojrzała na przyjaciółkę ze złością i niedowierzaniem. - Chyba żartujesz!
- Nie obrażam cię, tylko stwierdzam fakt. A jakbyś nie wiedziała, to cała szkoła mówi tak za twoimi plecami.
- Że co!? - Pansy zerwała się na równe nogi, przy okazji oblewając sobie bluzkę winem. Nie zwróciła jednak na to uwagi, tylko patrzyła na Ginny z żądzą mordu w oczach. - Kto tak mówi?
- Słyszałam, jak Corner chwalił się Anthony'emu Goldsteinowi, że chciałaś mu obciągnąć za zadanie z transmutacji.
- Co!? Zabiję go! Słowo daję, że go za to zabiję!
- Czyli to nieprawda? - wtrącił się Teo.
Ślizgonka spojrzała na niego jak na karalucha.
- Chcesz mnie wkurzyć jeszcze bardziej!? - krzyknęła. - Nigdy nie tknęłabym Cornera! Rzygać mi się chce, jak na niego patrzę!
- Wiemy, że to plotka, więc usiądź - powiedział spokojnie Draco, choć w środku pękał ze śmiechu - A nad zemstą pomyślimy jutro.
- Proponuję pogrążyć go inną plotką - zasugerowała Ginny, zupełnie niezrażona tym, że jeszcze chwilę wcześniej Pansy miała ochotę ją rozszarpać. - Możesz rozpowiedzieć, że złożył ci taką propozycję, ale ją odrzuciłaś, kiedy zobaczyłaś, jak małego ma penisa. Tobie to nie zaszkodzi, bo i tak już masz marną reputację, a jego ośmieszy.
Milicenta wybuchnęła głośnym śmiechem. Złapała się za róg kanapy, żeby przypadkiem nie zsunąć się na podłogę. Pozostali zaniemówili.
- Zastanowię się nad twoją propozycją - oznajmiła Pansy i napiła się wina. Potem wlepiła spojrzenie w kieliszek, wyglądając jak niuchacz, który znalazł skrzynię złota. - Nie mogę w to uwierzyć - powiedziała nagle, a ponieważ wszyscy myśleli, że zamierza dalej narzekać na Krukona, zaskoczyła ich kolejnymi słowami: - Muszę iść do Pomfrey, bo chyba wariuję. Bawiłam się z Gryfonami, piłam z Gryfonami, a do tego chcę skorzystać z rady Gryfonki. Świat oszalał.
Sięgnęła po swoją torebkę i zaczęła w niej czegoś szukać. Po chwili wyciągnęła z niej papierosa i włożyła go sobie do ust.
- Proponuję zacząć się przyzwyczajać - zaśmiał się Harry, a potem zabrał dziewczynie papierosa i podpalił go różdżką.
- Hej! Oddawaj to! - krzyknęła i dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, co widzi. - Ty palisz!?
- Jaka zdziwiona - mruknął Mike.
- Idę potańczyć. Jeszcze chwila, a dowiem się czegoś, czego nie chcę wiedzieć.
Zerwała się z kanapy, złapała Mili za rękę i zaprowadziła ją na środek pokoju. Mimo że wypiła dwie butelki wina i miała na nogach szpilki, tańczyła niczym zawodowiec.

* * *

Gdy na błoniach i korytarzach Hogwartu panowały cisza i spokój, w Pokoju Życzeń trwała impreza, a rozejm pomiędzy Gryfonami i Ślizgonami nieprzerwanie obowiązywał. Było za wcześnie, by mówić o nawiązaniu nowych przyjaźni, a atmosfera zmęczenia i senności oraz ilość wypitego alkoholu nie sprzyjały budowaniu trwałych relacji. Najważniejsze było jednak to, że mimo różnic charakterów i burzliwej przeszłości, uczniowie wrogo nastawionych do siebie domów umieli się dogadać. Dawało to nadzieję na inne,  znacznie lepsze jutro.
Milicenta, na przykład, znalazła wspólny język z Mikiem. Chłopak opowiadał jej historie ze swojego życia, a ona słuchała go z widocznym zainteresowaniem. Była w tym naprawdę dobra - wiedziała kiedy milczeć, a kiedy się śmiać. Czuła się tak dobrze w towarzystwie Gryfona, że nie przeszkadzały jej jego powolne ruchy i nie zawsze odpowiednie gesty.
Ginny z kolei przysłuchiwała się Harry'emu i Draco, siedząc wygodnie na podłodze. Chłopcy wymieniali się plotkami, a ponieważ obaj byli przy tym niesamowicie podekscytowani, nie mogła się powstrzymać i chichotała jak głupia. Tym bardziej, że opowieść o wpadce dwójki Krukonów i reakcji Snape'a ubarwiali śmiesznymi komentarzami.
Jedynie Pansy starała się traktować Gryfonów z dystansem. Przed samą sobą przyznała się już do zmiany nastawienia, co wcale nie znaczyło, że teraz zacznie się z tym publicznie obnosić. Potrzebowała czasu, dlatego też położyła się na kanapie i nie brała czynnego udział w dyskusji. Nuciła pod nosem jakąś piosenkę, chwilami zapominając, że nie była w pokoju sama.    
Teo od razu zaakceptował nowych znajomych, co skończyło się tym, że szybko się upił i zasnął na kanapie. Hermiona także nie zamykała się na nowe znajomości, tyle że na razie chciała zachować neutralność. Musiała się przekonać, na ile Malfoy i pozostali Ślizgoni odpowiadali jej charakterem, by mogła zacząć myśleć o nawiązaniu jakichkolwiek bliższych relacji.
Prawdopodobnie już teraz zaczęłaby obserwację, jednak była na tyle zmęczona, że skupiała się tylko na tym, by nie usnąć. Mimo starań i tak powoli przegrywała tę walkę, o czym świadczył fakt, że coraz częściej zamykała oczy. Gdy kolejny raz głowa mimowolnie opadła jej na klatkę piersiową, uznała, że najwyższy czas wrócić do wieży.
Przeciągnęła się jak kotka, a potem chrząknęła głośno, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek to powiem, ale bawiłam się naprawdę dobrze. Z chęcią posiedziałbym z wami dłużej, ale jestem już tak zmęczona, że marzę tylko o tym, by znaleźć się w łóżku. - Mike i Harry wydali zgodny jęk. - Wraca ktoś ze mną?
- Ja - zgłosiła się Ginny. - Czuję, że zaraz zasnę na siedząco.
- Odprowadzić was? - zapytał Harry.
- Myślę, że poradzimy sobie same. Ale dzięki za propozycję.
Dziewczyny zebrały swoje rzeczy, a potem pomachały wszystkim - nawet Ślizgonom - i wyszły.
- Tak sobie teraz myślę... - zaczął Draco z dziwnym błyskiem w oczach. - Jestem ciekawy, czy będą coś pamiętać z dzisiejszej imprezy.
- Nie bądź śmieszny. Przecież widać, że to nowicjuszki, a w szczególności Granger - stwierdziła Pansy, nalewając sobie soku do szklanki. Miała już dość wina, przynajmniej na razie. - Jestem pewna, że nie będą mogły wstać z łóżka.
- Może masz rację - oznajmił Harry, wymieniając się z Mikiem rozbawionymi spojrzeniami. - A może się mylisz.
- Nie wierzę, żeby Granger kiedykolwiek piła. - Pansy spojrzała nie niego z powątpieniem. - Jestem skłonna uwierzyć, że pod tym względem nawet Puchoni są bardziej zdemoralizowani.
- Założymy się?
Ponieważ i Harry, i Mike mieli poważne miny, Pansy nie wiedziała, co o tym myśleć.
- Jesteście nie do wytrzymania! - stwierdziła w końcu. - Muszę zapalić, bo zaraz zwariuję!
- W takim razie idę się przewietrzyć - odpowiedział Potter. - Mdli mnie od tego dymu.
- I kto to mówi? Jakbyś nie pamiętał, to sam paliłeś.
- Nawet mi nie przypominaj.
Z niewielkimi problemami podniósł się z kanapy i chwiejnym krokiem ruszył do drzwi. Gdy wyszedł na korytarz, od razu podszedł do okna i otworzył je najszerzej jak się tylko dało. Świeże i rześkie powietrze sprawiło, że poczuł się lepiej, dlatego też usiadł na parapecie, planując jeszcze przez chwilę pooddychać świeżym powietrzem.
Wziął głęboki wdech, przymknął powieki i zaraz tego pożałował. Mdłości się nasiliły i zaczęło mu się kręcić w głowie. Otworzył więc oczy i spojrzał na błonia. Ponieważ na skraju Zakazanego Lasu dostrzegł jakiś ruch, nie myśląc za wiele, wychylił się przez okno.
- Potter, cholera jasna, co ty robisz!? - Ktoś złapał go za koszulę i ściągnął na ziemię. - Chciałeś się zabić?
- Zwariowałaś!? - Harry spojrzał na dziewczynę z wyrzutem. - Przez ciebie mogłem wypaść!
- Właśnie uratowałam ci życie! Powinieneś mi dziękować, a nie się na mnie wydzierać!
Harry pokręcił głową i poprawił ubranie.
- Dziękować? Chciałem wyskoczyć z okna, fantazjowałem o tym przez całe dzieciństwo, a teraz, kiedy w końcu mogłem sprawić sobie przyjemność, wszystko zepsułaś. Jesteś z siebie zadowolona?
- Dowcipniś z ciebie - prychnęła.
- Dzięki za troskę.
- To nie troska. Po prostu nie mam ochoty tłumaczyć wszystkim, że ich kochany Potter popełnił samobójstwo.
- No tak, Ślizgoni dbają przede wszystkim o siebie - odpowiedział, dopiero teraz zwracając uwagę na plakietkę na szacie dziewczyny.
- Po co ja w ogóle z tobą rozmawiam?
- Nie mam pojęcia - stwierdził, równocześnie przypominając sobie, że dziewczyna nazywała się Emma Knight. W zeszłym roku Ginny opowiadała mu o niej, bo na zaklęciach ktoś podpalił jej szatę. - Możesz już wracać do lochów. 
- A ty?
O ile wcześniej cieszył się, że to Ślizgonka się na niego natknęła, o tyle teraz wolałby wpaść w łapy jakiegoś nauczyciela.
- A co cię to obchodzi?
- Mówił ci ktoś, że jesteś chamem?
Harry wciągnął głośno powietrze i pożałował, że wyszedł z Pokoju Życzeń.
- Tak, ty i to przed chwilą. Zadowolona? A teraz pozwól, że wrócę na imprezę - palnął bez zastanowienia.
- Imprezę? - W oczach Emmy pojawiły się iskierki zainteresowania. - Jaką imprezę?
- Normalną. No wiesz, alkohol, muzyka i dobre towarzystwo. Mówi ci to coś?
- Nie no, ty naprawdę jesteś bezczelny! - stwierdziła z zaskoczeniem. - Wybaczę ci, jeśli powiesz mi coś więcej.
- Chyba sobie żartujesz. I co, może mam cię jeszcze wziąć ze sobą?
- To doskonały pomysł! - Harry prychnął. - Umiem rozkręcić każdą imprezę! Poza tym nie boję się hordy krwiożerczych Gryfonów, którzy marzą o zatopieniu swoich pazurów w niewinnej Ślizgonce.
- Niewinnej? - Zaśmiał się, z niedowierzaniem kręcąc głową. - Już dawno nie słyszałem takiej głupoty.
- Skończyłeś? Świetnie, w takim razie możemy już iść.
- Nigdzie ze mną nie idziesz! Nawet o tym nie myśl!
- Zawsze taki jesteś, czy tylko wtedy, gdy wypijesz?
- Nie wiem, nie mnie to oceniać - odpowiedział szczerze, a potem zrobił to, co powinien już dawno temu - odwrócił się na pięcie i ruszył do Pokoju Życzeń.
- Poczekaj! Chcę zobaczyć, jak wyglądają gryfońskie imprezy - krzyknęła Emma, podbiegając do niego i łapiąc go za rękę. - Co mam zrobić, żebyś mnie ze sobą wziął?
- Dobrze się czujesz? Zdaje się, że to ja jestem pijany.
Emma nie odpowiedziała, tylko zatrzepotała kokieteryjnie rzęsami. Przetestowała tę metodę wiele razy i nie wątpiła, że tym razem również zadziała.
- Nie mogę. W środku są Ślizgoni, a nie wiem, w jakich stosunkach z nimi jesteś - powiedział Harry, choć nawet w jego głowie zabrzmiało to żałośnie. Boże, czy ja zawszę muszę palnąć coś głupiego?
- Ślizgoni? - Emma zaśmiała się, jednak poważna mina Harry'ego szybko odebrała jej ochotę do żartów. - Naprawdę? Nie wierzę.
- Mało mnie to interesuje.
- Harry, no nie bądź taki - powiedziała, nie zwracając uwagi na ostatnie słowa Gryfona. Za bardzo zależało jej na tym, by zobaczyć go w tłumie Ślizgonów. - Będzie fajnie, zobaczysz.
- No dobra, niech ci będzie.
Emma uśmiechnęła się szeroko.
- Czyń honory.
Harry pokręcił głową, a potem zaczął chodzić wzdłuż ściany. Emma natychmiast wykorzystała sytuację i spojrzała się na jego tyłek. Nie wiedziała, co ją do tego podkusiło, ale fakt był taki, że nie mogła oderwać od niego wzroku.
- Idziesz?
- Co? - Ocknęła się z zadumy i przestała fantazjować o tym, że siedzi z Gryfonem w pustej klasie i maca jego nagie pośladki. - Tak, tak, idę.
Harry otworzył drzwi i zajrzał do środka.
- Przyprowadziłem gościa.
- Kogo? - zapytał Draco. - Czyżby Granger postanowiła wrócić?
- Pudło.
Brunet cofnął się i przepuścił Ślizgonkę.
- Emma? - Pansy otworzyła usta. - Co ty tu robisz!? - pisnęła, po czym zerwała się z kanapy i podbiegła do dziewczyny. Na swoje szczęście nie miała już na nogach szpilek.
Harry przewrócił oczami. Dziewczyny obściskiwały się z taką czułością, jakby nie widziały się od kilku lat.
- Coś towarzystwo nam się wykrusza - stwierdził, widząc drzemiącego w fotelu Mike'a.
- Mili też odpływa, z kolei Teo nadal śpi jak zabity - powiedział Malfoy, a potem zadał nurtujące go pytanie. - Znacie się? - Skinął głową w stronę Emmy.
- Zwariowałeś? Spotkałem ją na korytarzu, a kiedy przez przypadek chlapnąłem o imprezie...
- Nie mogłeś się jej pozbyć - dokończyła za niego Pansy, sadzając przyjaciółkę na kanapie. - Cała ona.
- Co ja zrobię, że zabawę mam we krwi? - zaśmiała się Emma, a potem spojrzała na Harry'ego sugestywnie i znowu zatrzepotała rzęsami. - Zaprosiłeś mnie, to może byś o mnie zadbał?
- Sama się wprosiłaś, to raz, a dwa, nigdy więcej tego nie rób. To jest żałosne i w ogóle na mnie nie działa.
Emma spojrzała na Draco i uniosła brwi.
- Zupełnie nie rozumiem, jak możesz się z nim zadawać. On jest bezczelny, chamski...
- No właśnie - zaśmiał się blondyn.
Harry, choć trochę rozbawiony, dla świętego spokoju nalał dziewczynie whisky.
- A ja? - zapytała Pansy.
- Przecież pijesz wino.
- Już nie.
Napełnił również jej szklankę.
- No to zdrowie! - krzyknął Malfoy.
Zanim jednak ktokolwiek zdążył się napić, rozległ się dźwięk przewracanych butelek. Odwrócili się i zobaczyli Mike'a, który przez sen zsunął się z fotela.
- Gdzie ja jestem?
- W Pokoju Życzeń.
- Serio? - Rozejrzał się po pomieszczeniu. - Cholera, a myślałem, że wróciłem już do siebie.
Dziewczyny zachichotały, Harry natomiast spojrzał na przyjaciela z troską i uznał, że ten faktycznie powinien znaleźć się już w ich pokoju.
- Odprowadzę cię.
- Poczekaj, ja pójdę - zaproponował Draco. - Przy okazji odstawię Teo i Mili do lochów.
- Idę z wami - powiedziała Pansy. - Jestem zmęczona, poza tym nie wleję w siebie więcej alkoholu.
- Chyba żartujesz! - krzyknął Harry. - Przyprowadziłem twoją przyjaciółkę, a ty sobie idziesz?
- Potter, naprawdę nie wiem, jak mam się zachować. Cieszyć się, że chcesz, żebym została, czy płakać, bo najprawdopodobniej mnie polubiłeś?
- Z tym lubieniem to trochę przesadziłaś.
Pansy wybuchnęła głośnym śmiechem. Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć, odezwała się Emma:
- Boisz się zostać ze mną sam na sam?
- Nie bądź śmieszna. Jestem Gryfonem, a Gryfoni nie boją się niczego.
Dziewczyna uśmiechnęła się i zdjęła wierzchnią szatę. Pod spodem miała czarną spódniczkę i obcisłą koszulę, która w niesamowicie podniecający sposób opinała jej piersi.
- To w czym problem?
- Widziałaś kiedyś, żeby ktoś imprezował we dwójkę?
- Przecież niedługo wrócę - wtrącił się Draco, bawiąc się swoją różdżką. Przez chwilę miał wrażenie, że przypadkowo rzucił jakieś zaklęcie, lecz szybko przestał się nad tym zastanawiać.
- No dobra, we trójkę. Jak dla mnie to niewielka różnica.
- Takie jest życie - powiedziała Pansy i nagle doznała olśnienia. Musiała jak najszybciej powiedzieć o tym Mili, dlatego szybko ucięła dalszą dyskusję: - Ciao, Potter.
Wzięła z podłogi swoje czarne szpilki i torebkę. Pomachała Emmie, a potem wyszła z pokoju za Draco, Teo, Mikiem i Milicentą.

* * *

- Mili, poczekaj - powiedziała, kiedy zatrzasnęły się za nią drzwi od Pokoju Życzeń. - Boli - syknęła, schylając się i udając, że coś wbiło jej się w gołą stopę.
- Na Merlina, Pansy, załóż te cholerne buty! - jęknęła, ale podeszła do przyjaciółki, gotowa jej pomóc.
Pansy skinęła z wdzięcznością głową i kiedy miała już wyjawić prawdę, zauważyła, że chłopaki także się zatrzymali.
- Idźcie, zaraz was dogonimy.
Draco wzruszył ramionami i - razem z Mikiem i Teo - ruszył dalej.
- Świetnie - powiedziała dziewczyna, kiedy chwilę później była już poza zasięgiem słuchu trójki chłopaków. - Możemy iść, tylko powoli, bo chcę z tobą o czymś pogadać.
- Ty intrygantko. - Milicenta zaśmiała się cicho. Złapała Pansy pod ramię, udając, że pomaga jej iść. - O co chodzi? - szepnęła.
- Widziałaś Emmę?
- To znaczy?
- Ona leci na Pottera!
- No co ty. To niemożliwe.
- Jesteś pewna? Jak dla mnie, to ona pożerała go wzrokiem.
Milicetna pokręciła głową. Dalej pomagała iść przyjaciółce, aż nagle zatrzymała się i odsunęła się od Pansy.
- Mówiłam już, że jesteś intrygantką?
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Wcale nie jesteś zmęczona, tylko chciałaś, żeby Emma została z Potterem sama!
- No dobra, masz mnie. - Uśmiechnęła się. - Jestem prawie pewna, że się ze sobą prześpią.
- Czyś ty zdurniała? Naprawdę myślisz, że Potter zaliczy Ślizgonkę?
- Jest pijany, a Emma jest śliczna. Poza tym nie mam sumienia jej przeszkadzać, skoro tak się na niego napaliła.
- No nie wiem. - Milicenta nie była do końca przekonana, czy przyjaciółka ma rację. - Przecież on nie zachowa się jak pierwszy lepszy facet.
- Założymy się?
Mili przez chwilę milczała, aż w końcu przytaknęła.
- Zgoda.

* * *

- Nadal uważasz, że we dwójkę nie może być fajnie? - zapytała Emma, siedząc na kanapie i powoli sącząc whisky.
- Nie ma tragedii.
- Więc bawmy się!
Podbiegła do gramofonu i włączyła muzykę. Wróciła na środek pokoju i zaczęła poruszać się w rytm piosenki.
Harry pozostał na swoim miejscu, mimo że Emma co chwilę zachęcała go, aby do niej dołączył. Gdyby dziewczyna była z nimi od początku imprezy, bez wątpienia by z nią zatańczył. Teraz jednak był już zmęczony i naprawdę nie miał ochoty na żadne wygibasy.
Niespodziewanie Emma zaśmiała się głośno, słysząc jedną ze swoich ulubionych piosenek. Zaczęła się wygłupiać, pozwalając sobie na bardziej wyzywające gesty. Harry uśmiechnął się pod nosem i sięgnął po szklankę z whisky. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał na podskakujące piersi dziewczyny. Nie żałował już, że został z nią sam na sam.